Nie Śródmieście, nie najpopularniejsza w designerskim środowisku ulica Mokotowska, tylko butik na warszawskiej Pradze.
— Bo jestem ekscentryczką — wyjaśnia Gosia Baczyńska, projektantka mody.
Praski koloryt
Tylko w tej dzielnicy można się przejść bazarem Różyckiego i zapalić papierosy konspiracyjnie kupione od ulicznych „przedsiębiorców” z azjatyckich republik byłego ZSRR.
Bardziej wymagający mogą skręcić w Ząbkowską i dojść do dawnej Warszawskiej Wytwórni Wódki Koneser, gdzie czekają ich kulturalne przyjemności, m.in. teatr, galerie i okazyjnie odbywające się happeningi i koncerty.
Dlatego padło na Floriańską, mieniącą się całą paletą kolorów praskiej ulicy. Tu, w otoczeniu zabytkowych kamienic, Gosia Baczyńska świetnie się odnajduje.
Przekonuje, że nie wyobraża sobie mieszkania i pracy gdzie indziej. Po prawej stronie Wisły ma nie tylko serce, ale też 400 mkw. do dyspozycji. Tam śpi, projektuje, szyje i zarządza firmą. Już 15-letnią. Hm, to wiek, kiedy dziewczęta zaczynają szukać swojej drugiej połówki.
— W tym przypadku — biznesowej. „Szukam” może nie jest dobrym określeniem, ale jestem już przekonana do współpracy z inwestorem — twierdzi Gosia Baczyńska.
Mariaż biznesowy
Pierwsze propozycje od potencjalnych inwestorów miały paść kilka lat temu. Projektantka uważa, że było za wcześnie. Wtedy.
Dzisiaj — jeśli inwestor trafi na Floriańską — nie od razu zostanie poczęstowany czarną polewką. We dwójkę ma być raźniej, m.in. podczas zagranicznych wojaży. Bo to właśnie za granicę Gosia Baczyńska kieruje dzisiaj wzrok.
— Nowy Jork, Londyn, Paryż, Mediolan. Rynki Bliskiego Wschodu również wydają się interesujące — twierdzi projektantka. Na pierwszy ogień pójdzie Londyn. Na przyszłą wiosnę kolekcja Gosi Baczyńskiej trafi tam do znanego butiku multibrandowego. Jakiego? O tym projektantka milczy. — Już za chwilę będę mogła powiedzieć coś więcej — zapewnia.
Wizytówki wymieniono także na Bliskim Wschodzie. W kwietniu projektantka poleciała z kolegami po fachu i premierem Donaldem Tuskiem z misją gospodarczą do Dubaju i Arabii Saudyjskiej. Pierwsza wizyta nie wypadła najlepiej — kiepska organizacja i brak informacji o tym, kto, skąd i po co przyjechał, czy to z Polski, czy z Dubaju, zniechęciła część przedsiębiorców z branży odzieżowej.
Spakowali walizki i wrócili nad Wisłę. Gosia Baczyńska uważa, że popełnili błąd, bo drugie spotkanie, już w Arabii Saudyjskiej, wypadło znacznie lepiej.
Tam rozmów było więcej i odziani na biało panowie ze złotymi zegarkami Patek Philippe byli bardziej zainteresowani polskimi markami odzieżowymi. Padły też pewne propozycje. — Czas pokaże, czy coś z tego będzie — zastrzega projektantka.
Dopieszczone szczegóły
Przypomina, że drzwi do zagranicznych rynków i międzynarodowej kariery otwierały się dla niej wcześniej. Ale wtedy zabrakło woli i… pieniędzy.
Woli, kiedy znani biznesmeni chcieli stworzyć europejską markę modową made in Poland z Baczyńską w roli dyrektor artystycznej. Projektantka tłumaczy, że wtedy nie wyobrażała sobie pracy nie pod swoim nazwiskiem. Pieniędzy, czyli sponsora, zabrakło pięć lat temu, gdy była o krok od pokazu na paryskim Fashion Week.
— Zakwalifikowałam się do głównego harmonogramu pokazów. Jean Charles de Castelbajac z paryskiego tygodnia mody, oglądając i oceniając moją kolekcję, powiedział, że musiał ją robić wariat. Nikomu innemu nie starczyłoby cierpliwości na tak pracochłonne projekty, szczególnie w przypadku pret-a-porter — wspomina Gosia Baczyńska.
Dbałość o każdy szczegół stroju to jej znak rozpoznawczy. Każda rzecz jest dopracowana. Wypieszczona. Co dało się zauważyć również w ostatniej kolekcji inspirowanej folklorem miasta.
Pokaz „Wielkie Pranie z LG” odbył się w październiku 2011 r. na praskim podwórzu, gdzie projektantka po raz kolejny pokazała pazur. Nie zabrakło koronek, koralików oraz cieszących szczególnie męskie oko biustonoszy i pasów do pończoch.
Wyobraźnię pobudzały też nadruki na ubraniach z przewrotnymi hasłami, np: „Nie mów nikomu, co się dzieje w domu”. Urodzona w piątek trzynastego projektantka nie ukrywa, co robi w nocy. Pracuje. Na sukces. &
