W tym tygodniu inspekcje weterynaryjne mają trafić do każdego zakładu rozbioru mięsa.
To ma być sądny tydzień dla tych wszystkich, którzy zajmują się nielegalnym wprowadzaniem mięsa do obrotu. Pod lupą inspektorów znalazły się już krajowe targowiska, na których od kilku tygodni trwają naloty. Pod koniec października ma powstać pierwsza analiza pokontrolna.
Teraz przyszła kolej na zakłady. Cezary Bogusz, zastępca głównego lekarza weterynarii, zapowiada, że w tym tygodniu każdy zakład rozbioru mięsa ma być skontrolowany pod kątem wielkości i przejrzystości produkcji.
— Powiatowi lekarze weterynarii mają odwiedzić wszystkie zakłady, także zintegrowane (czyli ubój plus rozbiór plus przetwórstwo). Badana będzie ilość mięsa podlegającego rozbiorowi, technologiczne możliwości zakładu oraz legalność pochodzenia surowca. Wszystko powinno się bilansować — zaznacza Cezary Bogusz.
Co na to branża? Wiesław Różański, prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy, podkreśla, że wszystkie zakłady rozbioru mięsa są pod stałym nadzorem weterynaryjnym i na bieżąco podlegają kontroli.
— Mam sygnały, że wielu lekarzy już od kilku dni kontroluje dokumenty, świadectwa pochodzenia mięsa i dokumenty handlowe. Zakłady, które znajdują się pod stałym nadzorem, nie powinny mieć z tym problemu — mówi Wiesław Różański.
— To nie rutynowa inspekcja, tylko kolejny krok w czyszczeniu szarej strefy — podkreśla Cezary Bogusz.
Witold Choiński, prezes Polskiego Związku Producentów Eksporterów i Importerów Mięsa, twierdzi, że szara strefa to nie problem targowisk czy bazarów, ale firm sprzedaży bezpośredniej.
— Mamy wiele potwierdzonych informacji, że firmy, które mogą produkować do 4,5 tony wyrobów tygodniowo, znacznie przekraczają ten limit. Ponieważ rozliczają się głównie ryczałtowo, trudno jest udowodnić nadprodukcję — tłumaczy Witold Choiński.
Szara strefa w zakładach szacowana jest na 20-30 proc. rynku.