Ryanair: więcej pasażerów, większa baza i nowe połączenia

Jacek PerzyńskiJacek Perzyński
opublikowano: 2026-05-29 06:15

Wojna na Bliskim Wschodzie przyniosła jedynie chwilowe spowolnienie dla irlandzkiego niskokosztowca. Z krajowych lotnisk planuje przewieźć o cztery miliony pasażerów więcej, choć na horyzoncie są ryzyka, w tym rosnące koszty środowiskowe.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak wojna na Bliskim Wschodzie wpłynęła na rozwój Ryanaira w Polsce
  • ilu pasażerów planuje przewieźć linia w tym roku
  • gdzie widzi zagrożenie rozwoju biznesu
  • ile wydał na realizację unijnych wymogów klimatycznych
  • jakie są szanse na zawieszenie stosowania ETS i paliwa zrównoważonego
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Początek roku dla linii lotniczych i touroperatorów malował się w czarnych barwach. Scenariusz katastrofy znacząco jednak zmalał, a rynek dostosował się do nowej rzeczywistości. Konflikt z Iranem nie powstrzymał chęci na wypoczynek.

Optymizm na polskim niebie

Ubiegły rok dla Ryanaira, największej linii lotniczej w Europie, był udany. Przewiózł 208 mln pasażerów i zanotował historyczne wyniki — 15,5 mld EUR przychodów i ponad 2,2 mld EUR zysku netto. Ponadto po raz pierwszy od 30 lat linia jest wolna od wszelkich zobowiązań finansowych. Imponujący wzrost zatrzymał wybuch wojny na Bliskim Wschodzie, choć wiele wskazuje na to, że tylko chwilowo.

— W kwietniu nie odnotowaliśmy osłabienia rezerwacji lotów. Nadal jest wysoki popyt na tanie loty, a nasze ceny biletów są tylko nieznacznie wyższe względem ubiegłego roku. Nie mamy wątpliwości, że w 2026 r. uda nam się przewieźć ponad 22 mln pasażerów — mówi Michał Kaczmarzyk, szef Ryanaira w Polsce.

To odważna deklaracja, bo w ubiegłym roku linia obsłużyła ich ponad 18 mln. Tak optymistyczne prognozy przewoźnik zawdzięcza hedgingowi, czyli zabezpieczeniu cen paliwa lotniczego (Jet-A1). Tym sposobem do końca marca 2027 r. Ryanair kupił sobie spokój po średniej cenie 670 USD za tonę. Jest to bardzo korzystna stawka, bo przez blokadę Cieśniny Ormuz globalna cena Jet-A1 drastycznie poszła w górę — sięga obecnie prawie 1300 USD — wynika z danych IATA.

Ponadto zmalało również ryzyko uziemienia floty z powodu deficytu paliwa. W ubiegłym tygodniu Michael O’Leary, prezes Ryanaira, zapewnił, że kryzys logistyczny z dostawami Jet-A1 został zażegnany dzięki alternatywnym dostawom z Afryki Zachodniej, Norwegii oraz obu Ameryk.

Pasażerowie kupują bilety później

Nie wszystko pozostało bez zmian. Niepewność związana z konfliktem z Iranem zmieniła podejście turystów do latania.

— Struktura rezerwacji uległa zmianie, a obecnie pasażerowie są bardziej zachowawczy niż rok temu. W ubiegłym sezonie letnim bilety były kupowane z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a obecnie ten czas skrócił się do kilku tygodni. Rok temu w maju mieliśmy sprzedane 80 proc. miejsc w samolotach na lipiec, dziś to około 60 proc. — wyjaśnia szef Ryaniara w Polsce.

Zdaniem przewoźnika nie wpłynie to a całościowe przychody w tym roku, choć odbija się na przepływach gotówkowych.

Ryanair widzi odrodzenie w turystyce…

Sezon na city breaki już się rozpoczął, a wkrótce rozpocznie się czerwcówka, która zapowiada się obiecująco. Ryanair spodziewa się przewieźć o 21 proc. więcej pasażerów niż w ubiegłym roku. Stan rezerwacji pokazuje, że zdecydowana większość pasażerów, czyli aż 80 proc., będzie szukać odpoczynku na południu Europy, głównie w Hiszpanii, we Włoszech, na Malcie oraz w Albanii i Chorwacji.

— Kwiecień był dla touroperatorów rzeczywiście trudny. Patrząc jednak na sprzedaż w sezonie letnim, widzimy, że efekt wojny na Bliskim Wschodzie osłabł, a w turystyce wyjazdowej wraca optymizm. Poprawa u nas przełoży się również na touroperatorów — twierdzi szef Ryanaira w Polsce.

Działalność irlandzkiego przewoźnika jest częściowo powiązana z ruchem czarterowym, za który odpowiada Buzz, polska linia należąca do Ryanair Holdings. Przewoźnik dysponuje flotą 87 samolotów Boeing 737, z czego 10 maszyn lata dla niemieckiej Grupy TUI, Grecos Holiday i Itaki.

… i zapowiada wzmocnienie obecności w Polsce

Finansowy komfort przewoźnika i odradzający się popyt na wyjazdy stwarza pole do dalszego rozwoju w krajowych portach.

— Nie planujemy redukcji siatki połączeń w Polsce. Wręcz przeciwnie, w sezonie zimowym uruchomimy nowe połączenia z krajowych lotnisk. Ponadto planujemy zwiększyć liczbę bazujących w Polsce samolotów o 3-4 — podkreśla Michał Kaczmarzyk.

Obecnie stała flota przewoźnika w Polsce liczy 52 samoloty, a jego największą bazą są krakowskie Balice, gdzie stacjonuje ich 15.

Rośnie ryzyko zatorów na lotniskach

Nie wszystko jednak układa się po myśli irlandzkiego przewoźnika, który ostrzega przed wąskimi gardłami w okresie wakacyjnym. W kwietniu na granicach zewnętrznych UE ruszył w pełni system wjazdu i wyjazdu (EES) przeznaczony obywateli spoza strefy Schengen. W praktyce oznacza koniec pieczątek w paszporcie i przejście na pełną cyfryzację kontroli granicznej. Jest jeden problem — e-bramek do odprawy paszportowej jest po prostu za mało.

Pod koniec kwietnia Ryanair zaapelował do 29 członków strefy Schengen o zawieszenie kontroli do początku września. Podkreśla, że zaledwie kilka tygodni po pełnym uruchomieniu systemu na wielu lotniskach w Europie tworzą się kolejki trwające od jednej do trzech godzin, a zdarzały się przypadki, że podróżni nie zdążyli na loty.

Jest jednak recepta na lotniskowe zatory.

— Przepisy unijne dają możliwość czasowego zawieszenia systemu EES. Jesteśmy przed gorącym sezonem wakacyjnym, który przypada na koniec czerwca i sierpnia, kiedy lotniska pękają w szwach. Zwracaliśmy uwagę Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Straży Granicznej na potencjalny problem z EES. Strona rządowa nie dostrzega jednak problemu — mówi Michał Kaczmarzyk.

Dodaje, że osoby planujące podróż poza strefę Schengen powinny pojawić się na lotnisku co najmniej trzy godziny przed odlotem, a loty z Polski do krajów spoza strefy Schengen i z powrotem, głównie do Wielkiej Brytanii, Irlandii, na Cypr i do Maroka, stanowią 30–35 proc. ruchu przewoźnika.

Linie apelują o zawieszenie polityki klimatycznej

Irlandzki przewoźnik zabiega też o złagodzenie unijnych wymogów środowiskowych. W styczniu Komisja Europejska wykonała pierwszy krok, ogłaszając rozpoczęcie przygotowań do przeglądu systemu handlu emisjami (ETS) po 2030 r. Nie wiadomo jednak, w jakim kierunku pójdą ewentualne zmiany. W ubiegłym roku ETS i paliwo zrównoważone (SAF) kosztowały Ryanaira 1,4 mld EUR. Ekologiczne obciążenia będą rosły, bo wymóg tankowania SAF ma się zwiększyć się z obecnych 2 aż do 70 proc. w 2050 r.

— W perspektywie długoterminowej globalna cena paliwa lotniczego powyżej 1000 USD za tonę jest nie do zaakceptowania dla pasażerów. Trzeba również brać pod uwagę ryzyko bankructwa mniejszych przewoźników. Uważamy, że to najlepszy moment na rewizję i zawieszenie ETS i SAF. Byłby to krok na miarę polskiego rządowego CPN [ceny paliwa niżej — red.], który przyniósł ogromną ulgę gospodarstwom domowym. Apelujemy do Komisji Europejskiej o jak najszybsze wprowadzenie zmian — podkreśla Michał Kaczmarzyk.

Podaje przykład — przez unijne ekoregulacje bilet dla czteroosobowej rodziny do Grecji może być nawet o około 100 EUR droższy niż do położonej tuż obok Turcji, ponieważ połączenia wewnątrz Unii Europejskiej są obciążone kosztami ETS.

W walce o liberalizację Ryanair nie jest odosobniony. Pod tym apelem podpisują się wszyscy przewoźnicy ze stowarzyszenia Airlines for Europe (A4E), które odpowiada za 70 proc. europejskiego ruchu lotniczego. W skład A4E wchodzą m.in. Air France–KLM, Lufthansa, Finnair i Easy Jet.

Okiem eksperta
Lotnictwo w cieniu Zatoki Perskiej
Jakub Kluziński
ekspert ds. lotnictwa z Instytutu Sobieskiego

Globalna presja na utrzymanie otwartej Cieśniny Ormuz jest ogromna, a rynki liczą na deeskalację napięć. Od początku maja notowania ropy brent spadły o około 23 proc., do 88 USD za baryłkę. Zachowuję jednak umiarkowany optymizm, bo skutki obecnego kryzysu na Bliskim Wschodzie będą odczuwalne jeszcze przez kilka miesięcy.

Uderzają one głównie w mniejszych przewoźników, ponieważ stosowanie hedgingu jest kosztowne. Widzę ryzyko poważnych problemów finansowych wśród linii z Europy Środkowo-Wschodniej. O trudnościach finansowych już mówi łotewski airBaltic, a w trudnej sytuacji mogą znaleźć się również rumuński przewoźnik narodowy Tarom czy Croatia Airlines.

Zawieszenie systemu ETS oraz wymogów dotyczących SAF wydaje się mało prawdopodobne. Znacznie bardziej realne jest zaostrzenie zasad konkurencji wobec przewoźników spoza Unii Europejskiej, przede wszystkim wobec takich linii jak Turkish Airlines, Emirates czy Qatar, które dziś nie muszą w pełni stosować się do unijnych wymogów emisji. Byłaby to forma częściowego wyrównania warunków konkurencji dla europejskich przewoźników.