Rybacy żądają wzrostu limitów

Konrad Buczek
opublikowano: 2003-09-29 00:00

Właściciele kutrów słono płacą za nielegalnie złowione ryby. Domagają się więc zwiększenia kwot połowowych. Na to jednak się nie zanosi.

Dziś w Wilnie zbiera się Międzynarodowa Komisji Rybołówstwa Morza Bałtyckiego. Jak co roku ustali limity połowów (TAC-Total Allowable Catches) najważniejszych gatunków ryb na 2004 r. Z informacji resortu rolnictwa wynika, że kwota na połowy śledzi, szprotów i łososi przyznana Polsce może zostać zwiększona o blisko 15 proc. Problem jest jednak z dorszami — podstawą bałtyckiego rybołówstwa.

— Połowy dorszy mają zostać ograniczone, zwłaszcza na wschodnim Bałtyku, co najbardziej uderzy w polskich rybaków. Na takie propozycje nie możemy się zgodzić — mówi Maciej Dlouhy, prezes Krajowej Izby Rybackiej (KIR).

Zdaniem rybaków, już obecne limity są głodowe i zmuszają ich do łamania prawa.

— TAC są rozdzielane w krajach na poszczególne kutry. W 2003 r. przyznano nam po 39 ton dorszy na kuter w sezonie. Ta ilość nijak się ma do kosztów utrzymania kutra. Taką ilość można złowić w ciągu 2 miesięcy. A co z resztą roku? Nic dziwnego, że rybacy zaniżają wielkość połowów w dziennikach pokładowych. Szacuję, że dzisiaj jeden kuter łowi około 100 ton dorszy — mówi Grzegorz Hałubek, członek komisji rewizyjnej KIR.

Jego zdaniem, rybacy ze Szwecji i Danii łowią o wiele więcej: odpowiednio po 278 i 180 ton dorszy. Tymczasem za przekraczanie limitów inspektorzy morscy w Polsce nakładają wysokie grzywny (do 41 tys. zł).

— Będziemy likwidować przekraczanie limitów. Nadrzędnym działaniem resortu jest bowiem ochrona zasobów ryb w Bałtyku. Zresztą rybacy nie żyją wyłącznie z połowu dorszy i mogą sobie odstępować limity. W związku z akcesją do Unii flota rybacka ma być zredukowana o 40 proc., zaś TAC będzie podobny, więc na poszczególne kutry przypadnie więcej ryb — uspokaja Lech Kępczyński, dyrektor departamentu rybołówstwa w resorcie rolnictwa.

Według GUS, w 2002 r. złowiono o 3,2 tys. ton dorszy ponad limit. Ale to tylko wykryte przypadki.

Rybacy mają jednak inną koncepcję reformy rybołówstwa.

— Przedsiębiorstwa rybackie są dzisiaj rentowne. Nie trzeba likwidować aż 40 proc. jednostek. Gdyby kwoty połowowe nie były tak niskie, moglibyśmy skuteczniej konkurować ze Szwedami czy Duńczykami. Trzeba zalegalizować rzeczywiste wielkości połowów. Będziemy walczyć o ich wzrost — zapowiada Grzegorz Hałubek.

Maciej Dlouhy uważa jednak, że taki wariant jest wykluczony, a rynek i zaostrzone kontrole połowów na Bałtyku i tak zmuszą część rybaków do zmiany zawodu. UE wyłoży na ten cel 104 mln EUR.