Rybiński konsoliduje wyższe uczelnie

  • Dorota Czerwińska
opublikowano: 05-11-2012, 00:00

Niższe koszty administracji, lepsza jakość i studenci z zagranicy – to buduje dobrą pozycję prywatnej uczelni.

Sześć szkół wyższych z Warszawy i Łodzi połączyło siły. Warszawska Uczelnia Vistula kierowana przez prof. Krzysztofa Rybińskiego połączyła się z Akademią Finansów w Warszawie, Wyższą Szkołę Hotelarstwa Gastronomii i Turystyki, Wyższą Szkołę Turystki i Rekreacji im. M. Orłowicza, Wyższą Szkołę Turystyki i Hotelarstwa w Łodzi oraz Europejską Akademię Sztuk. Co jest teraz? Grupa Uczelni Wyższych Vistula z jedną administracją, jedną strategią rozwoju i z 5,5 tysiącami studentów.

— Mamy ambicję stania się liczącym graczem wśród wyższych uczelni w Polsce. Choć już w rankingu „Perspektyw” i „Rzeczpospolitej” zdobyliśmy nagrodę specjalną Awans 2011 za największy skok wśród placówek niepublicznych, a w rankingu tygodnika „Wprost” Vistula zajęła trzecie miejsce w Warszawie — chwali się prof. Krzysztof Rybiński, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. Fuzja, ograniczenie kosztów administracyjnych i poprawienie jakości nauczania to sposoby na utrzymanie się na rynku podczas niżu demograficznego, ale także dużej konkurencji (w Polsce działa ponad 300 prywatnych szkół wyższych). Innym sposobem jest umiędzynarodowienie, które uczelniom w Polsce słabo wychodzi, o czym świadczy chociażby najniższy wskaźnik udziału studentów zagranicznych w całej Europie, a nawet w krajach OECD. O zagranicznych studentów stara się również Vistula. Przez trzy lata liczba zagranicznych studentów wzrosła tu do 15-20 proc. Są to słuchacze z Turcji, Ukrainy Białorusi, Kazachstanu, Indii, ale również z Europy Zachodniej.

— To zasługa naszego marketingu, który praktycznie nie wysiada z samolotów. Przyciągnięcie do Polski zagranicznych studentów jest bardzo trudne, bo kandydaci nie znają Polski, nie utożsamiają jej jako kraju, w którym warto spędzić czas studiów. Nasze działania zatem siłą rzeczy odwołują się najpierw do promowania Polski jako kraju, a potem naszej uczleni — mówi Arif Erkol, kanclerz Vistuli.

Zgodnie ze strategią szkoły za trzy lata połowa prac dyplomowych ma być pisana na potrzeby biznesu.

— W ten sposób studenci już w czasie studiów nabędą umiejętności współpracy z biznesem. Chcemy skończyć z pisaniem prac na potrzeby profesorów, którzy później wykorzystują je w swoich publikacjach naukowych — mówi prof. Rybiński.

Najzdolniejszym studentom Vistula proponuje trzymiesięczne staże u pracodawców. Są do tego przygotowywani przez rok. Przechodzą wtedy m.in. testy osobowościowe. Chodzi o to, żeby student trafił do firmy zgodnie ze swoimi predyspozycjami, wybranym kierunkiem studiów, a także preferencjami przedsiębiorstwa. W 2011 r. o 40 staży starało się 300 osób. Żeby zwiększyć tę liczbę, szkoła zamierza rozszerzyć współpracę z firmami.

— Wykładowcy mają wiele kontaktów z biznesem. Dobrze by było, aby kapitał tych relacji pracował również dla uczelni i studentów. Oczywiście, możemy wysyłać do firm oficjalne pisma zachęcające do współpracy z nami, ale nie wierzę w ich skuteczność. Każdego wykładowcę zobowiązuję, aby kapitał relacji osobistych z biznesem przeniósł na potrzeby szkoły. Będzie to miało wpływ na jego ocenę jako pracownika. Jako pierwsza uczelnia w Polsce wprowadziliśmy system ocen i rozwoju kadr na wzór korporacyjnych. Stawiamy cele i po roku je rozliczamy — mówi prof. Rybiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu