Rybołówstwo może stracić na pośpiechu

Mira Wszelaka
02-11-2001, 00:00

Polskie rybołówstwo może paść ofiarą przyspieszenia negocjacji. Niepokój rybaków budzi zaniechanie działań restrukturyzacyjnych przy jednoczesnej intensyfikacji rozmów z Unią bez konsultacji z samymi zainteresowanymi.

Zapowiedzi nowego rządu dotyczące złagodzenia stanowiska w wielu rozdziałach negocjacyjnych niepokoją środowisko rybackie. Nieoficjalnie mówi się, że rybołówstwo może zostać poświęcone w negocjacjach w zamian za korzyści w innych rozdziałach.

Koła rybackie nie kryją rozgoryczenia.

— Rybołówstwo jest od wielu lat skutecznie zaniedbywanym działem gospodarki. Najważniejsze jest jednak to, że nikt z nami niczego nie ustala, a rozmowy z UE prowadzi się za naszymi plecami — oskarża Maciej Dlouhy, prezes Krajowej Izby Rybackiej.

Niepokój kół rybackich dotyczy otwarcia polskiej strefy połowowej dla obcych armatorów jeszcze przed restrukturyzacją branży.

— UE nie zmieniła stanowiska co do zwrotu 75 proc. kosztów za wycofanie kutrów, jednak będzie to możliwe nie wcześniej niż po dniu akcesji. Resztę, czyli 25 proc. popłynie z budżetu państwa — wyjaśnia Zdzisław Gandera.

Tymczasem środowiska rybackie twierdzą, że część branży już od dawna znajduje się w agonii.

— Wydaje się, że zarówno Unii, jak i negocjatorom zależy, by jak najmniejsza część krajowej floty dotrwała do chwili akcesji. Obie strony poniosłyby niewielkie koszty związane z odszkodowaniami dla rybaków za wycofanie swoich jednostek. Taki scenariusz nie jest pozbawiony podstaw na tle obecnych problemów budżetowych państwa — wyjaśnia Maciej Dlouhy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rybołówstwo może stracić na pośpiechu