Czy na GPW skończą się układy i spółdzielnie? Sprawa porozumień osób zarządzających największymi funduszami powinna wymusić oczyszczenie rynku.
Wszyscy o tym wiedzą, ale dotychczas nikt nie chciał mówić... Nasz wczorajszy artykuł, ujawniający m.in. podejrzenia o nielegalne porozumienia zarządzających największymi funduszami emerytalnymi i inwestycyjnymi, wywołał burzę. Do „Pulsu Biznesu” zgłosiło się mnóstwo osób: analityków, doradców inwestycyjnych, prezesów spó-łek, negocjatorów, prawników, inwestorów indywidualnych. Dają sygnały o matactwach i niezdrowych układach, nawołując do „przerwania zmowy milczenia”.
Zdrowe zasady
Opinię na ten temat wyraził również Wiesław Rozłucki, prezes Giełdy Papierów Wartościowych (GPW).
— Pewne współdziałanie funduszy jest nie do uniknięcia. Ale powinny same określić granice swoich działań i osądzić, co właściwe, a co nie. Środowisko musi stworzyć takie zasady ładu korporacyjnego, jakie my stworzyliśmy dla spółek — sądzi Wiesław Rozłucki.
Jego zdaniem, sprawę Stomilu Sanok (tam podejrzenia o zmowę są najbardziej udokumentowane) trzeba koniecznie wyjaśnić.
— Nie ma tolerancji dla żadnych — nawet małych — nieprawidłowości i bardzo dobrze, że sprawą zajęła się Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. Mamy właściwe przepisy, dotyczące działania w porozumieniu, ale bardzo trudne — podobnie jak na innych rynkach — jest ściganie nieprawidłowości. Istnieje bardzo cienka granica, co jest porozumieniem w celu manipulacji, a co zwyczajną wymianą informacji o strategii inwestowania — zaznacza szef GPW.
Prezes GPW przyznał, że sam ma wrażenie, iż warto się zainteresować, jak fundusze zarządzają naszymi pieniędzmi, gdyż nierzadko ma się wrażenie, że „wszyscy zarabiają, tylko ja nie”.
Koniec z układami
Opinie z rynku są bardziej jednoznaczne: musimy skończyć z manipulacjami.
— Układy, nieformalne porozumienia, wykorzystywanie informacji poufnych przy transakcjach z udziałem funduszy — i nie tylko — to standard na rynku. Może w końcu wezmą się za to instytucje nadzorujące! — mówi jeden z doradców.
— Bardzo dobrze, że się tym zajęliście. Wydaje mi się, że w Polsce chyba za mało jest miejsc w więzieniach, bo to, co wyprawiają niektórzy przedstawiciele funduszy, już dawno powinno być napiętnowane — mówi prezes sporej giełdowej spółki (nazwisko do wiadomości redakcji).
Przemysław Schmidt, znany doradca i negocjator, a teraz partner firmy Trigon (doradza m.in. firmie Ivax przy wezwaniu na kupno akcji Polfy Kutno), także uważa, że sytuacja na rynku nie jest zdrowa.
— Polski rynek wymaga uporządkowania i zdecydowanych działań ze strony regulatora, a z drugiej strony — okrzepnięcia. Fundusze emerytalne muszą zrozumieć, że nie są powołane do agresywnego inwestowania i działań przypisanych funduszom typu private equity. Takie instytucje nie powinny wdawać się w bijatyki, chyba że się bronią przed niekorzystnymi dla siebie działaniami innych akcjonariuszy — twierdzi Przemysław Schmidt.
— Zarządzający funduszami zapominają, w czyim imieniu inwestują pieniądze. Niektórzy zachowują się tak, jakby byli apodyktycznymi władcami — mówi prezes innej spółki, która miała kłopoty z zarządzającymi z funduszy.
Pośrednicy
Nasz artykuł wywołał również poruszenie w środowisku maklerskim, które także nie pochwala działań zarządzających funduszami emerytalnymi.
Zdanie prawie wszystkich zapytanych da się streścić w kilku stwierdzeniach. Idealną sytuacją byłoby, gdyby akcjonariusz zlecał brokerowi przeprowadzenie book buildingu i biuro maklerskie zbierało oferty od potencjalnych inwestorów. Niestety są takie, a nie inne warunki na tym rynku. Działa kilkunastu pośredników, żyjących z prowizji od tego typu transakcji. Rynek jest niewielki, koneksje i nieformalne porozumienia zdarzają się często. Na szczęście transakcje na rynku nie zależą tylko od tych układów, ponieważ pojawia się coraz więcej instytucji zasobnych w gotówkę, z którymi można negocjować na rynkowych zasadach.