Ostatnie dwa tygodnie notowań papierów wartościowych na GPW można określić jako huśtawkę nastrojów. Krótkotrwałe okresy wzrostów i spadków wartości indeksów giełdowych następują po sobie cyklicznie. Brak jest jednak jednoznacznych podstaw do stwierdzenia, która strona — podażowa czy popytowa — zwycięży w tej walce.
Próbę przełamania ponad 1,5-rocznej bessy należy uznać za zaskakującą. Zwłaszcza po w chwili, gdy trwa wojna z terroryzmem.
— Ostatnie gwałtowne wzrosty cen akcji na warszawskiej giełdzie zaskoczyły dużą grupę inwestorów i analityków. Większość z nich oczekiwała pogłębienia spadków zapoczątkowanych wydarzeniami z 11 września. Bardzo wyraźna dominacja pesymistów na rynku oznacza z reguły osłabienie podaży, bo zdążyli już sprzedać swoje akcje. W efekcie kursy zaczynają wzrastać. Taką sytuację mieliśmy w końcu września. Po trwającej kilkanaście miesięcy bessie doszło do ataków terrorystycznych na USA. Obiecujący krótkoterminowy trend wzrostowy ukształtowany w końcu sierpnia błyskawicznie zakończył się i doszło do panicznej wyprzedaży akcji, szczególnie przez inwestorów zagranicznych — twierdzi Alfred Adamiec, doradca inwestycyjny PBK AM.
Zapowiadało się na pogłębienie długotrwałego trendu spadkowego. Tymczasem stało się dokładnie odwrotnie.
— Wyprzedanie rynku po długotrwałych spadkach i zredukowanie portfeli akcyjnych przez zagranicę w połączeniu z względną stabilizacją polityczną w kraju oraz wyraźną poprawą koniunktury na giełdach światowych dało wręcz piorunujący rezultat. Wzrost WIG 20 niemal o 20 proc. w ciągu dwóch tygodni oznacza możliwość dłuższej zwyżki. Głównym powodem tak gwałtownego odreagowania spadków było mocne niedowartościowanie dużej grupy spółek — ocenia specjalista PBK.
Nadal jednak nie wiadomo, kto stoi za wzmożonymi zakupami na warszawskiej giełdzie. Komentatorzy wskazują na różne źródła, począwszy od funduszy emerytalnych poprzez inwestorów zagranicznych, skończywszy na spekulantach. Specjalista PBK w pierwszej kolejności wskazuje na OFE jako główne podmioty stojące za ożywieniem handlu akcjami i spektakularnymi wzrostami cen papierów wartościowych.
— Wiele wskazuje na fundusze emerytalne jako głównego sprawcę ostatnich gwałtownych zwyżek cen. Od pewnego czasu nie widać żadnego konkurencyjnego tak wielkiego źródła kapitału. Wskutek szalenie wstrzemięźliwej polityki inwestycyjnej w minionych miesiącach, a także zwiększenia środków przesyłanych przez ZUS, udział akcji w portfelach tych funduszy spadł do średniego poziomu około 23 proc. W obliczu nadchodzącego przyspieszenia gospodarczego proporcja ta powinna dosyć szybko się zmieniać — prognozuje Alfred Adamiec.
Otwarte Fundusze Emerytalne również i w przyszłości będą odpowiedzialne za wzrosty cen giełdowych walorów. Należy podkreślić, że odbywać się to będzie nawet w sytuacji niekorzystnego klimatu inwestycyjnego.
— Przy niskiej płynności rynku, zmniejszającej się systematycznie grupie atrakcyjnych spółek sytuacja zarządzających funduszami emerytalnymi wydaje się mocno kłopotliwa. Szczególnie duże fundusze będą musiały szybko ulokować w akcjach setki milionów złotych w razie potwierdzenia się sygnałów o odwróceniu długoterminowych trendów na warszawskim parkiecie. Należy też pamiętać o zapowiedzi zwrotu jeszcze w tym roku wielomiliardowych zaległości ZUS w stosunku do OFE — mówi Alfred Adamiec.
Według specjalisty PBK, oprócz otwartych funduszy emerytalnych do ostatniej zwyżki przyczyniły się też rodzime fundusze inwestycyjne. Niemal na samym końcu listy umieścił on inwestorów indywidualnych, preferujących kontrakty terminowe na indeksy. Najmniejszy udział we wzrostach cen papierów wartościowych doradca przypisuje kapitałowi zagranicznemu.
— Bardzo ograniczona obecność spekulacyjnego, krótkoterminowego kapitału portfelowego z zagranicy paradoksalnie znacznie przyczyniła się do umocnienia popytu na polskie akcje. W obliczu niepewnej sytuacji międzynarodowej, akcji militarnej w Afganistanie, groźby terrorystycznych zamachów na świecie, a jednocześnie braku zaangażowania Polski w wojnę przeciw talibom, zmalało zagrożenie masowej wyprzedaży polskich akcji przez zagranicę w celu wycofania kapitału do macierzystego kraju. Na zakupy zagranicznych inwestorów o dłuższym horyzoncie inwestycyjnym jest jeszcze za wcześnie. Ta grupa poczeka na wyraźne odbicie od dna gospodarczej koniunktury. Natomiast spekulanci mogą zarobić wcale nie mniejsze pieniądze na swych rodzimych parkietach bez narażania się na dodatkowe ryzyko kursowe — uważa doradca PBK.
Inwestorzy zastanawiają się, jaki będzie dalszy scenariusz wydarzeń na warszawskim parkiecie. W skali makro wpływ na to będzie miał rozwój gospodarki światowej, zwłaszcza groźba przynajmniej dwumiesięcznej recesji w Stanach Zjednoczonych. Natomiast w skali mikro jednym z najważniejszych czynników będą wyniki finansowe osiągnięte przez spółki po trzech kwartałach tego roku. Wkrótce zaczną one przesyłać sprawozdania finansowe do Głównego Urzędu Statystycznego. Alfred Adamiec nie spodziewa się, by firmy wykazały znaczącą poprawę wyników w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Mimo to lokatę kapitału w akcje giełdowych firm uznać należy za wartą rozważenia.
— Biorąc nawet pod uwagę słabe wyniki finansowe giełdowych firm można uznać ceny ich akcji za atrakcyjne. Należy jednak pamiętać, że taka ocena zakłada ożywienie w polskiej gospodarce już w końcu bieżącego roku, a w gospodarce światowej najpóźniej w drugiej połowie 2002 r. Wiele wskaźników makroekonomicznych sugeruje duże prawdopodobieństwo realizacji tego optymistycznego scenariusza — ocenia optymistycznie Alfred Adamiec.