Rynek metali rządzi się swoimi prawami

Jarosław Romanowski
opublikowano: 2011-05-06 00:00

Na początku roku ceny miedzi ustanowiły rekord wszech czasów, przebijając ważną psychologicznie barierę 10 tys. USD/t. Większość analityków spodziewa się deficytu na rynku tego metalu (od 375 do 824 tys. ton), czyli nadwyżki konsumpcji w stosunku do produkcji w tym samym okresie. Realizacja takiego scenariusza oznaczałaby pokrycie tego niedoboru z zapasów w systemie obrotu (giełdy, producenci, firmy handlowe i konsumenci). W przypadku małej dostępności surowca inwestorzy zwykle są skłonni płacić wyższą tzw. premię fizyczną, czyli pewną dodatkową opłatę ponad cenę giełdową, uwzględniającą dostawę towaru do uzgodnionej lokalizacji. W ostatnich miesiącach zapasy giełdowe wyraźnie rosły, natomiast wspomniane premie systematycznie spadały (w zależności od regionu świata wynoszą obecnie około 20-60 USD/t). Świadczy to o zwiększonej dostępności miedzi, przynajmniej w krótkim okresie.

Zupełnie inna sytuacja jest w przypadku aluminium, innego metalu podstawowego, również notowanego na LME. Roczna konsumpcja tego surowca sięga 36 mln ton, czyli dwukrotnie więcej niż w przypadku miedzi. Zapasy giełdowe aluminium są jednak 10 razy większe i wynoszą około 4,5 mln ton. Analitycy szacują, że dodatkowe 5 mln ton zgromadzono poza oficjalnymi magazynami giełdy londyńskiej. Można więc założyć, że nie ma żadnych problemów z dostępnością towaru. Nic bardziej błędnego. Okazuje się, że premie fizyczne w przypadku aluminium przekraczają 200 USD/t, czyli blisko 8 proc. obecnej ceny giełdowej (około 2800 USD/t). Choć magazyny pękają w szwach, dostępność aluminium jest mocno ograniczona. Materiał jest w posiadaniu dużych graczy, którzy obecnie nie są chętni udostępniać go konsumentom.

W przypadku miedzi kurs osiągnął rekord przy rosnących zapasach metalu, bazując na oczekiwanym drastycznym spadku jej dostępności w przyszłości. Nadmiar aluminium sprawia, że ceny terminowe na dalsze okresy są wyższe od kursów bieżących. Posiadacze są skłonni sprzedać ten towar za cenę uwzględniającą koszty jego magazynowania. Jeśli ktoś ma dostęp do taniego finansowania, o co w dobie drukowania pieniądza nie jest trudno, a także tanich magazynów, może dokonać swego rodzaju arbitrażu dającego niewielki zysk, ale przy minimalnym ryzyku.

W obydwu przypadkach motorem napędzającym działania inwestorów są rekordowo niskie stopy procentowe. Skłaniają one inwestorów do wyszukiwania coraz nowszych form wykorzystania kapitału, które kreują nowe i często nienaturalne zachowania rynków. Dopóki największe banki centralne świata nie przywrócą normalności w polityce monetarnej, będziemy mieli do czynienia z trudnymi do przewidzenia zachowaniami cen metali.