Rynek nie wierzy w rozpad koalicji

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2006-09-12 00:00

Ostatnie tygodnie to czas niemal ciągłego straszenia przedterminowymi wyborami. Inwestorzy zdążyli się uodpornić.

Nie ustają polityczne przepychanki wewnątrz koalicji. Wczoraj wicepremier Andrzej Lepper zapowiedział, że jego ugrupowanie nie poprze przyszłorocznego budżetu, o ile nie zostaną spełnione jego postulaty. Chodzi m.in. o pieniądze na wzrost pensji w służbie zdrowia, podwyżki dla nauczycieli, środki na coroczną waloryzację rent i emerytur, obowiązkowe ubezpieczenia w rolnictwie czy na paliwo rolnicze.

— Jeśli tego nie będzie, nie poprzemy budżetu — zapowiedział wicepremier.

Jego zdaniem, deficyt budżetowy mógłby być wyższy od przyjętej przez rząd kotwicy wysokości 30 mld zł.

Adam Bielan, rzecznik Prawa i Sprawiedliwości (PiS), stwierdził natomiast w radiowej Trójce, że jeśli cały rząd do końca września nie poprze budżetu, „koalicji nie będzie”.

Burza w triumwiracie

Ekonomiści nie wierzą jednak, by niedługo miało dojść do rozłamu koalicji i przedterminowych wyborów. Nie wierzą w to także inwestorzy.

— Reakcji na rynku walutowym nie było, a to dzięki szczepionce w postaci wcześniejszych podobnych wypowiedzi, które jednak nie przełożyły się na rezultaty w postaci rozpadu koalicji. Ta burzliwość wpisana jest w osobowość koalicyjnego triumwiratu, więc rynek czeka na konkrety, a nie reaguje na wypowiedzi powtarzane kilkanaście czy kilkadziesiąt razy — uważa Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

Podobnego zdania jest Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handlowego.

— To burza w szklance wody. Prawdopodobieństwo wcześniejszych wyborów jest mniejsze od tego, że koalicja dotrwa do końca kadencji — twierdzi ekonomistka.

Przedwyborcza retoryka

Jej zdaniem, o przyszłości politycznej będzie można powiedzieć więcej po wyborach samorzą- dowych.

Według Urbana Górskiego, ekonomisty Banku Millennium, wypowiedzi Andrzeja Leppera wpisują się właśnie w przedwyborczą retorykę i mają na celu wyraźne odróżnienie Samoobrony od PiS.

— Lider Samoobrony ma zbyt wiele do stracenia, by dążyć do wcześniejszych wyborów. Nie ma też powodu, by kruszyć kopie o 3- -5 mld zł. Poza tym Liga Polskich Rodzin nie jest zainteresowana wyborami, więc prawdopodobieństwo przetrwania tej koalicji jest znaczne — uważa Urban Górski.

Tymczasem nie tylko przedstawiciele Samoobrony domagają się przyznania większych pieniędzy. Piotr Woźniak, minister gospodarki, zapowiedział, że jego resort potrzebuje dodatkowych 600 mln zł. Tłumaczy, że są one niezbędne do realizacji zadań związanych z restrukturyzacją górnictwa i stoczni oraz wspierania zagranicznych inwestycji.