Rynek pracy hamuje

opublikowano: 24-08-2017, 22:00

Kto szukał pracy, ten już ją znalazł. Tym po części można wyjaśnić zatrzymanie spadku bezrobocia w lipcu. O kolejny rekord będzie trudno

Stopa bezrobocia rejestrowanego w lipcu wyniosła 7,1 proc. — podał GUS. To odczyt zbieżny z tym, jaki na początku miesiąca przedstawiło Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Oficjalne dane potwierdzają więc obawy, o których pisaliśmy kilka tygodni temu — bezrobocie dochodzi do ściany. Świadczy o tym nie tylko to, że poziom z lipca jest dokładnie taki sam jak w czerwcu. Kluczowe znaczenie ma moment zatrzymania. W okresie letnim, w szczególności dzięki pracom sezonowym, bezrobocie zazwyczaj spada. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zdarzało się to sporadycznie i przy wyjątkowych okazjach, bo w otoczeniu kryzysów gospodarczych. Wzrost stopy bezrobocia o 0,1 pkt. proc. między czerwcem a lipcem zanotowaliśmy w 2002 i 2009 r., a w 2012 r. odczyt stał w miejscu. W pozostałych latach bezrobocie spadało, do dziś.

Wyświetl galerię [1/2]

Fot. Marek Wiśniewski

Na ręcznym

Od stycznia do lipca stopa bezrobocia zmniejszyła się o 1,5 pkt. proc. Największe zmiany z miesiąca na miesiąc obserwowaliśmy w lutym i marcu, gdy wskaźnik spadał o 0,4 pkt. proc. Andrzej Kubisiak, dyrektor zespołu analiz w firmie Work Service, oczekuje, że na koniec roku bezrobocie zejdzie poniżej 7 proc., ale podkreśla, że tempo spadku w drugiej połowie roku będzie znacznie mniejsze.

— Wynika to z faktu, że większość osób, która szukała zatrudnienia, już je znalazła. Większość Polaków pozostająca bez pracy to osoby długotrwale bezrobotne — ich odsetek wynosi 56,5 proc. Skłonienie tych ludzi do zasilenia rynku pracy to nie tylko zaoferowanie im miejsca zatrudnienia, ale przede wszystkim pomoc w przezwyciężeniu barier społecznych. W efekcie, mimo że wciąż istnieje duży potencjał do spadku bezrobocia, to jednak powoli zbliża się moment, kiedy osiągniemy rekord, który ciężko będzie już pobić — mówi Andrzej Kubisiak.

„Cenne tendencje”

Liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wyniosła w lipcu 1 mln 140 tys., wobec 1 mln 151,6 tys. w czerwcu. Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, komentując lipcowe wyniki, przyznała, że spadki liczby bezrobotnych mogą się w najbliższym czasie nie powtórzyć.

— Za chwilę będą się kończyły prace sezonowe — podkreśla minister.

Elżbieta Rafalska przyznała także, że najbardziej cieszy ją malejąca liczba osób długotrwale bezrobotnych oraz bezrobotnych powyżej 50. roku życia. Uważa, że to już cenne tendencje. Liczba długotrwale bezrobotnych (widniejących w rejestrze ponad rok) w lipcu wyniosła 638,5 tys. W miesiąc skurczyła się więc o 13 tys., a od początku roku o 120 tys., przy czym spadki obserwowaliśmy z miesiąca na miesiąc. Z podobną narracją mamy do czynienia w przypadku bezrobotnych w wieku powyżej 50 lat. W lipcu było ich 329,7 tys., a więc mniej o 7 tys. w stosunku do czerwca i o ponad 60 tys. w porównaniu ze styczniem. Stopa bezrobocia liczona według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) w drugim kwartale tego roku wyniosła 5 proc., wobec 5,4 proc. w poprzednim. Ze wstępnych szacunków GUS wynika, że współczynnik aktywności zawodowej (udział aktywnych zawodowo w liczbie ludności w wieku 15 lat i więcej) wzrósł w tych okresach z 56,2 do 56,7 proc., przy czym dotyczyło to w szczególności grupy osób w wieku produkcyjnym (75,5 proc. wobec 76 proc. w poprzednim kwartale). Wzrósł także wskaźnik zatrudnienia (udział pracujących w liczbie ludności w wieku 15 lat i więcej). 53,9 proc. w drugim kwartale to o 0,7 pkt. proc. więcej niż w pierwszym.

Do sielanki daleko

Są to oczywiście tendencje korzystne. W połączeniu z informacją, że bezrobocie odnotowane w lipcu tego roku jest najniższym od początku lat 90., można by popaść w hurraoptymizm. Na ziemię sprowadza jednak sama minister Elżbieta Rafalska, wspominając o problemie, który od dawna sygnalizują przedsiębiorcy. To brak rąk do pracy, druga strona rekordowo niskiego bezrobocia.

— Brakuje im chętnych osób do pracy. Zarówno bardziej wykwalifikowanych, jak i niewykwalifikowanych pracowników. Rynek pracownika to olbrzymi atut, ale też zaczynają występować ograniczenia — przyznaje Elżbieta Rafalska. Minister dodała także, że firmy muszą przygotowywać się na nowe wyzwania i sięgać głębiej do kieszeni.

— Często nie da się już znaleźć pracownika, proponując mu minimalne wynagrodzenie. Ten rynek wymusza wzrost płac już nie tylko dla pracowników wysoko wykwalifikowanych. Dotyczy to już wszystkich grup zawodowych — mówi szefowa resortu pracy. W czerwcu przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 6 proc. Była to najwyższa dynamika od stycznia 2012 r., ale podkręciło ją wówczas górnictwo, a dokładniej wypłaty premii. W lipcu płace w całym sektorze wzrosły o 4,9 proc. r/r. Dane o strukturze wynagrodzeń pokazały, że do dodatniej dynamiki zarówno w czerwcu, jak i lipcu dołożyła się zdecydowana większość monitorowanych przez GUS sekcji.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska, PAP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Rynek pracy hamuje