Rynek sztuki będzie się rozwijał

Bartosz Hanus
opublikowano: 2001-12-14 00:00

Rynek sztuki współczesnej w Polsce jest dość słabo rozwinięty, szczególnie, gdy porówna się go z pracami z lat 1850-1950, które stanowią około 84 proc. wszystkich obiektów artystycznych sprzedawanych w kraju. Dzieła pochodzące z późniejszego okresu i współczesne nie cieszą się już tak dużą popularnością, pomimo tego, że wiele z nich reprezentuje wysoki poziom i jest tworzone przez znanych artystów.

Czynników wpływających na obecną kondycję rynku sztuki współczesnej jest wiele. Jednym z nich jest dość konserwatywny gust większości nabywców.

— Zainteresowaniem cieszą się rzeczy już znane. Niewielu klientów jest skłonnych zaryzykować i kupić pracę oryginalną i nowatorską. Konserwatyzm widoczny jest także w wyborze technik artystycznych. Największą popularniością cieszą się obrazy olejne, grafiki, akwarele. Brak jest natomiast chętnych na zakup instalacji czy dokumentacji fotograficznych — mówi Iza Rusiniak, kierownik Salonu Sztuki Współczesnej Rempex.

Sytuacja jest odbiciem gustów panujących w społeczeństwie, które w dużej mierze wynikają z niskiego poziomu edukacji kulturalnej. Przyczyniła się też do tego kondycja publicznych placówek kulturalnych, które na ogół nie promują sztuki współczesnej, a ze względów finansowych nie mogą pozwolić sobie na tworzenie kolekcji. Z tego powodu nabywcy nie mają okazji zapoznać się z pełnym obrazem sztuki powstałej po 1950 roku.

Największą popularnością cieszą się prace artystów już znanych szerszej publiczności. Takie nazwiska jak Nowosielski, Duda- -Gracz, Kantor, Lebenstein są w stanie przyciągnąć uwagę nabywców. Trudno jest jednak wypromować artystów młodszych.

Pomimo obecnego przyhamowania tempa wzrostu wynikającego z ogólnej sytuacji gospodarczej, rynek sztuki współczesnej ciągle się rozwija. Wszyscy przedstawiciele galerii i domów aukcyjnych uważają, że w ciągu kilku lat zainteresowanie sztuką pochodzącą z okresu po 1950 roku wzrośnie.

— Od pewnego czasu obserwujemy przesuwanie się gustów nabywców w kierunku współczesności. Coraz większym zainteresowaniem cieszy się polska sztuka lat 50. i 60. Jeżeli ten trend utrzyma się, w pewnym momencie popularni staną się artyści tworzący obecnie — mówi Piotr Rogacz, dyrektor galerii Art New Media.

Zjawisko to można wiązać z ograniczoną ilością obiektów na rynku sztuki dawnej, który powoli przestaje zaspokajać potrzeby nabywców. Innym czynnikiem może być także pojawianie się wśród klientów przedstawicieli nowego pokolenia, którzy kierują się w swoich wyborach innymi kryteriami estetycznymi.

Ewolucja tego rynku zależy także od sytuacji całej gospodarki i poziomu życia społeczeństwa.

— Rozwój polskiej klasy średniej przyczyni się do większej różnorodności gustów odbiorców i spowoduje zwiększenie popytu na sztukę najnowszą — prognozuje Katarzyna Napiórkowska, właścicielka Galerii Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej.

Sztuka współczesna w tym momencie może być doskonałą lokatą kapitału. Dobry obraz olejny można kupić już za kilka, kilkanaście tysięcy złotych. Nie są to ceny wysokie, szczególnie jeżeli porówna się je z tymi osiąganymi na rynku sztuki dawnej. Obecne zwolnienie tempa rozwoju gospodarki spowodowało także, że część kolekcjonerów zmuszona jest pozbywać się swoich zbiorów. Do sprzedaży trafiają obiekty na dobrym poziomie i po atrakcyjnych cenach.

Należy jednak pamiętać, że lokowanie pieniędzy w dziełach sztuki jest decyzją długofalową. Należy także starannie wybierać to, w co inwestujemy.

— Tylko dobre prace, zawierające pewien element ponadczasowy, mogą zyskiwać na wartości wraz z upływem czasu — twierdzi Katarzyna Napiórkowska.