Rynek walutowy nie zareagował na wezwanie ministra finansów Grzegorza Kołodki, by w celu osłabienia złotego przedsiębiorstwa, banki i osoby prywatne skupowały waluty. Inwestorzy znów wykazali się zdrowym rozsądkiem.
Grzegorz Kołodko, wicepremier i minister finansów, wezwał w sobotnim wywiadzie radiowym wszystkich zainteresowanych osłabieniem polskiej waluty do skupowania dolarów i euro.
— Kto ma i kto może, niech skupuje dolary i euro — gospodarstwa domowe i ludność, przedsiębiorcy i banki — dlatego, że tańsze niż teraz nie będą. Jest to wyjątkowa okazja poprawienia swojej sytuacji finansowej, a w ślad za tym spadnie kurs złotego — powiedział Grzegorz Kołodko.
Inwestorzy mieli jednak całą niedzielę, by zastanowić się poważnie nad słowami szefa resortu finansów. Ich przemyślenia były zgodne z oczekiwaniami analityków — rynek walutowy nie zareagował na to wezwanie.
Po pozytywnym zakończeniu negocjacji w Kopenhadze analitycy spodziewają się kolejnego napływu inwestorów zagranicznych, co będzie prowadzić nieuchronnie do wzmocnienia polskiej waluty.
Przedstawiciele rządu od dawna starali się nakłonić Narodowy Bank Polski, by ten osłabił złotego w celu ochrony polskich eksporterów. Jednak członkowie Rady Polityki Pieniężnej, podpierając się przykładem Czech, wykazywali, że interwencje są kosztowne i nie przynoszą w dłuższej perspektywie pożądanego efektu.
W grudniu 2002 r. resort finansów doszedł do wniosku, że będzie sam skupował walutę na rynku. Uzyskane środki będą przeznaczane na obsługę zadłużenia zagranicznego. Analitycy spodziewają się pierwszych tego typu transakcji na przełomie lutego i marca.
— Takie działanie będzie miało wpływ na złotego, ale w znacznie dłuższym horyzoncie czasowym. Pojawianie się nowego gracza na rynku walutowym nie oznacza natychmiastowego osłabienia polskiej waluty. Chyba że resort finansów będzie przeprowadzał duże operacje w jednym dniu. Wtedy może dojść do chwilowych silnych wahań kursu — ocenia Jacek Wiśniewski, szef zespołu analiz Pekao SA.
Płatności przypadają pod koniec każdego kwartału i wtedy należy oczekiwać ewentualnych ruchów resortu na rynku. Jednak, jak się okazuje, łącznie odsetki i raty, które Polska musi zapłacić, to kwota rzędu 2-3 mld USD. Tymczasem dzienne obroty na polskim rynku walutowym szacowane są na 1-3 mld USD.
— Wszystko zależeć będzie od dziennych przepływów kapitałowych, gdyż może okazać się, iż w chwili, kiedy MF będzie kupować walutę, inny duży inwestor będzie ją sprzedawał. W tej sytuacji zamierzony natychmiastowy efekt osłabienia złotego zostanie zniwelowany — dodaje Jacek Wiśniewski.