Rynek za wielkim murem zdeklasował USA

Weronika Aleksandra Kosmala
opublikowano: 05-02-2015, 00:00

Głównymi rynkami obrotu sztuką powojenną były najprężniejsze: Ameryka i Europa. Od 2006 r. dystans zaczęły nadrabiać Chiny

25 stycznia w Singapurze zakończyły się prestiżowe targi sztuki Art Stage, które w tym roku odwiedziło ponad 50 tys. zainteresowanych współczesną sztuką Azji. Chociaż na polskim rynku impulsy z Dalekiego Wschodu są na razie prawie niezauważalne, uwagę światowych inwestorów od kilku lat przyciąga najsilniejszy z globalnych trendów — osiągająca zawrotne tempo ekspansja azjatyckich artystów.

„Ostatnia wieczerza” Zenga Fanzhiego uzyskała w 2013 r. cenę powyżej 20 mln USD.
Zobacz więcej

REKORD Z HONGKONGU:

„Ostatnia wieczerza” Zenga Fanzhiego uzyskała w 2013 r. cenę powyżej 20 mln USD. Bloomberg

W społeczeństwach wschodnich „tygrysów” gospodarczych wytworzyła się już dostatecznie zamożna klasa, której rosnący popyt na dobra luksusowe nie ogranicza się tylko do obiektów zachodnich. Inwestorzy regionu zainteresowani są lokowaniem sporego kapitału również w prace rodzimych artystów, które przy tak ogromnym zapotrzebowaniu okazują się osiągać nienotowane dotychczas ceny. W 2011 r. globalnym rynkiem aukcyjnym wstrząsnęła kwota 65,5 mln USD zaoferowana za obraz „Orzeł na sośnie” Qi Baishiegio, chińskiego artysty z przełomu XIX i XX w. Prawdziwą rewolucję widać jednak w tabelach rekordów sztuki współczesnej, szczególnie tworzonej przez artystów powojennych.

Szanghaj wyprzedził Paryż

Do niemal niezmiennego grona autorów najcenniejszych dzieł współczesnych od kilku lat dołączać zaczęli nieznani w naszych kręgach artyści z Azji. Do rynkowych rekordzistów zaliczali się do niedawna prawie wyłącznie Amerykanie — Jean-Michel Basquiat, Jeff Koons czy Christopher Wool. Głównymi rynkami obrotu sztuką powojenną były więc najprężniejsze rynki amerykańskie i europejskie. Od 2006 r. nadrabiać dystans zaczęły Chiny, rejestrując coraz wyższą dynamikę wzrostu cen. W ubiegłym roku całkowity obrót dziełami sztuki w Państwie Środka wyniósł aż 40 proc. światowego — wynika z danych portalu Artprice. Wynik zdeklasował nawet obrót w USA, szacowany na ponad 0,5 mld EUR. W efekcie te dwa kraje odpowiadają razem za 78 proc. przychodów rynku sztuki współczesnej, pozostawiając rynkom takim jak brytyjski czy francuski 15 i 2 proc. udziałów.

O nieprawdopodobnej skali rozwoju tego regionu świadczyć może też fakt, że wśród 100 artystów generujących najwyższe obroty aż 47 pochodzi właśnie z Chin. Doliczając do tej grupy również Japończyków, Tajlandczyków, Filipińczyków i Indonezyjczyków, artyści z Azji stanowiliby 54 proc. tabeli najbardziej przychodowych. Wyobrażenie o tym zjawisku skuteczniej od rankingów daje jednak informacja, że aż jedna piąta przychodów ze światowego obrotu dziełami artystów powojennych kumuluje się w Pekinie, a Szanghaj wyprzedził pod tym względem Paryż.

Chińska awangarda

Jako niekwestionowanego lidera aukcyjnej sprzedaży wśród dzisiejszych chińskich artystów wskazuje się Zenga Fanzhiego. Jego zaktualizowana w 2001 r. wersja „Ostatniej wieczerzy” Leonarda da Vinci wylicytowana została w 2013 r. powyżej 23 mln USD.

Chociaż na obrazie został powtórzony układ kompozycyjny renesansowego mistrza, treść pracy stanowi wyrazisty komentarz do przypadających na lata 90. chińskich reform ekonomicznych. Postaci Jezusa i 11 apostołów przedstawione są w komunistycznie czerwonych chustach, Judasz natomiast, symbolizując imperializm, uczestniczy w wieczerzy w żółtym krawacie. Popyt na symboliczne prace chińskich awangardzistów wzmagają jednak nie tyle podejmowane tematy, ile ceny szybujące daleko powyżej górnych progów szacunków.

Po przekroczeniu 1 mln USD w 2007 r. ceny prac Fanzhiego nabrały dzięki spekulantom błyskawicznego tempa wzrostu. Odnosząc azjatyckie rekordy do rozmiarów polskiego rynku, można uznać, że jest to pułap, do którego nie zbliżymy się przez lata.

Nie oznacza to jednak, że współczesna sztuka Chin pozostaje dla krajowych inwestorów całkowicie niedostępna — prace oferowane na zagranicznych aukcjach i targach osiągają często ceny porównywalne z rejestrowanymi w Polsce. Zagraniczne zakupy wymagają jednak znacznie większego przygotowania, im więcej dowiemy się bowiem o artyście, tym lepiej oszacujemy ryzyko inwestycji. Sądząc po błyskawicznie rosnącej podaży, można już zacząć się zastanawiać, ile czasu pozostaje na te przygotowania, zanim dzieła chińskich malarzy dotrą do naszej części Europy.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Aleksandra Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu