Powrót rynków do formy po ostatniej fali kryzysu to nie najlepsza wiadomość dla traderów walutowych. Zwykle zarabiają oni na dużych wahaniach kursów.
Te jednak znacznie się zmniejszyły wraz z poprawą rynkowych nastrojów. Jak oblicza bank JP Morgan, zmienność kursów głównych walut spadła od września o ponad jedną trzecią.
Również w przyszłości inwestorzy nie spodziewają się większych wahań. Jak wynika z sondażu agencji Bloomberg wśród strategów rynkowych, na koniec roku euro będzie kosztować 1,30 USD, czyli o zaledwie 2,3 proc. mniej niż obecnie.
Dlatego zysków muszą szukać w innych strategiach. Jedna z nich to inwestycje na tzw. rynkach granicznych za kapitał pożyczony w głównych walutach światowych. To kraje położone na obrzeżach światowej gospodarki, jednak często bogate w surowce.
Dzięki eksportowi tych towarów przeżywają one niespotykaną prosperity, a ich gospodarki rozgrzały się do czerwoności. Kapitał płynie do nich szerokim strumieniem, bo depozyty w ich walutach oferują znacznie wyższe stopy zwrotu niż depozyty w euro, dolarze, jenie czy franku.
— Obserwujemy zwiększone zainteresowanie walutami rynków granicznych i szerzej, rynków wschodzących. Na ich korzyść działa nie tylko wyższe oprocentowanie, ale także poprawa i tak już solidnych fundamentów ich gospodarek — twierdzi Thanos Papasavvas, szef działu walutowego w londyńskim biurze Investec, które pośredniczy w handlu na walutach krajów, takich jak Chile, Kolumbia, Kazachstan, Kenia, Wietnam i Ukraina.
Przykład to Nigeria. Zadłużenie największego producenta ropy w Afryce sięga zaledwie 12 proc. PKB. Tymczasem stopa procentowa w Nigerii wynosi 12 proc. i przekracza główną stopę amerykańskiej Rezerwy Federalnej aż pięćdziesięciokrotnie.
Dlatego ostatnie miesiące to świetna passa taj grupy walut. Jednym ze zwycięzców był kenijski szyling. Afrykańska waluta umocniła się od październikowego dołka już o 29 proc. Od początku roku wobec dolara 6,2 proc. zyskało chilijskie peso, waluta jedynego kraju latynoamerykańskiego, uważanego za gospodarkę dojrzałą.
Nie jest więc niespodzianką, że kolejne globalne firmy zarządzania aktywami informują o swoich inwestycjach w ten rodzaj aktywów.
Towarzystwo Cambridge Strategy lokowało kapitał w nigeryjskiej nairze. W najbliższych tygodniach zaangażowanie w lokatach denominowanych, m.in. w kazachstańskim tenge i nigeryjskim szylingu, zamierza zwiększyć firma zarządzająca aktywami Adrian Lee & Partners. Gwałtowne napływy kapitału to jednak nie zawsze powód do zadowolenia dla krajów, które są ich adresatami.
Dlaczego? Podbijają kursy ich walut, zagrażają stabilności ich gospodarek i zmniejszają zyski eksporterów.