Rynki wschodzące, czy już schodzące

Marek Węgrzanowski
opublikowano: 2007-02-28 00:00

Impuls do sprzedaży akcji dały wtorkowe wydarzenia w Chinach. Indeks Shanghai&Shenzhen 300 obejmujący najbardziej reprezentatywne spółki notowane w juanach na obu giełdach zanotował we wtorek gigantyczny spadek o 9,2 proc. Aż 249 z 300 notowanych spółek straciło 10 proc. To maksymalny dopuszczalny poziom.

Przedstawiciele chińskich władz i banku centralnego już wcześniej ostrzegali o narastaniu bańki spekulacyjnej na rynku akcji. Ich apele miały krótkoterminowy wpływ na rynek. Mimo bardzo dobrych perspektyw dla chińskiej gospodarki (wzrost PKB w 2006 r. wyniósł 10,5 proc.), ceny akcji na lokalnych giełdach oderwały się od realnych wartości. Dla porównania akcje wchodzące w skład indeksu giełd w Shanghai i Shenzen były wyceniane przez rynek przeszło 2-krotnie wyżej niż w przypadku akcji wchodzących w skład globalnego indeksu rynków wschodzących MSCI Emerging Markets Index. Sytuacja na chińskich giełdach przypomina tę z Warszawy z 1993 r. i z początku 1994 r., gdy gwałtowny wzrost zakończył się pęknięciem spekulacyjnego balonu.

Chiński syndrom przeniósł się także na giełdy naszego regionu, uważane za wschodzące. Spadki miały jednak znacznie mniej gwałtowny charakter. Skala przeceny była zależna od powiązania danego kraju z chińską gospodarką oraz ekspozycji na sektor surowcowy. Właśnie spółki surowcowe najmocniej odczuły zagrożenie, spadły również ceny metali przemysłowych. W Europie Zachodniej spadkom przewodziły BHP Billiton i Rio Tinto, na giełdzie w Rosji Gazprom i Lukoil, w Polsce KGHM i PKN Orlen. Ale ucierpiały też inne rynki i sektory, które trudno zaliczyć do uzależnionych od koniunktury w Azji. W takim wypadku ważniejsze było widmo realizacji zysków przez inwestorów globalnych.

Koniunktura na rynkach wschodzących zależy obecnie od szybkości powstrzymania spadków i uspokojenia inwestorów, którzy mogą być skłonni do przenoszenia aktywów w kierunku bardziej bezpiecznych instrumentów. Rosnące globalnie stopy procentowe mogą być dodatkową zachętą. Warszawskie indeksy traciły mocniej niż giełdy naszego regionu. Można to wiązać z dość dużym udziałem spó-łek surowcowym czy z wysoką wyceną. W tym wypadku klucz do rozwoju sytuacji mają inwestorzy indywidualni, którzy tak chętnie powierzyli swoje oszczędności funduszom inwestycyjnym aktywnym na rynku akcji.

Wskaźniki gospodarcze rynków wschodzących przemawiają za uspokojeniem nastrojów i możliwym powrotem wzrostów. Trudno je więc uznać definitywnie za „schodzące”. Problemem może być dla nich spowolnienie w krajach rozwiniętych, o czym ostrzegał Alan Greenspan, były szef Fed.

Marek Węgrzanowski

X-Trade Brokers DM