Dzisiejsza sesja dostarcza kilka ciekawych obserwacji. Przede wszystkim – odwrócenie kierunku korelacji pomiędzy publikacją pozytywnych danych makroekonomicznych w USA a osłabianiem się dolara. Oznacza to, że popularna dotychczas strategia tradingowa polegająca na pożyczaniu się w słabym dolarze i kupno aktywów ryzykownych może coraz mniej opłacać się szukającym arbitrażu. Dowodem na to jest również zawężenie się do minimum krótkoterminowego spreadu rentowności długu w EUR i USD. Następną, ważną obserwacją, jest widoczny gołym okiem brak wsparcia dla rynku towarów w postaci taniego dolara. Złoto jest dobrym przykładem, gdyż ceny tego kruszcu obecnie uwzględniają najczarniejszy scenariusz dla amerykańskiej waluty oraz gospodarki Stanów Zjednoczonych. Wystarczy przeanalizować serię wskaźników wyprzedzających z USA, aby stwierdzić, iż Amerykanie mają znacznie więcej szans na wcześniejsze wyjście z recesji niż kraje Eurolandu. Powinno to zmusić niektórych inwestorów do ponownego spojrzenia na strukturę wzrostów w okresie ostatnich kilku miesięcy w segmencie commodities, co, innymi słowy, oznacza powrót do fundamentów.
O ile byśmy chcieli mówić o czyszczeniu portfeli przez zagraniczne instytucje finansowe, przed ujawnieniem ich zawartości na koniec roku – w pierwszej kolejności są to aktywa z rynków wschodzących, w tym z Polski. Dodatkowo, z perspektywy walutowej, Polska waluta jest zaliczana do grona walut mocno związanych ze strefą euro. Oznacza to, że o ile papiery wartościowe w strefie euro tracą wskutek negatywnych informacji z wielu krajów (Grecja, Austria, Hiszpania), akcje spółek z takich krajów jak Polska również są wyprzedawane jako aktywa o podwyższonym ryzyku. Biorąc pod uwagę znacznie lepszy stan polskiej gospodarki od wyżej wspomnianych krajów, dzisiejszą przecenę można by było uznać za nieuzasadnioną.
Jerzy Nikorowski, Analityk Superfund TFI