Rywale nie muszą się bać tego aliansu

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 2003-04-01 00:00

Ewentualna fuzja PKO BP z BGŻ nie zagrozi konkurencyjnym bankom. Przeciwnie.

Zwykle dopiero w trzecim roku po fuzji między bankami widać jej efekty. Tak było w Pekao SA, Banku Handlowym czy BZ WBK. Tak jest teraz w BPH PBK, który jako ostatni z dużych polskich banków w tym roku zakończy porządkowanie aktywów. Dopiero w przyszłym roku efekt połączenia będzie w pełni widoczny w wynikach finansowych. Jak twierdzi Józef Wancer, prezes BPH PBK, w ciągu najbliższych lat instytucje finansowe, które nie osiągną 8-proc. udziału w rynku bankowym, będą albo przejęte, albo będą działały w niszy rynkowej. A przekroczeniem tego poziomu mogą się tylko pochwalić PKO BP i Pekao SA. Dlatego od ubiegłego roku bardzo nasiliła się walka o rynek. Do gry po fuzji wrócił BZ WBK. Jak twierdzi Jacek Kseń, jego prezes, bank jest gotów do nowych przejęć. Również ING BSK, strącony z trzeciego miejsca na rynku przez BPH PBK, zamierza wrócić na dawną pozycję.