Rywingate - mieczem Aleksandra Wielkiego

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-09-25 00:00

Czy z Rywingate mogą wypłynąć jakieś pozytywne wnioski? Nikt, nawet sejmowa speckomisja, chyba już w to nie wierzy. Zmęczeni przeciągającym się, i coraz bardziej żałosnym, spektaklem sejmowo-telewizyjnym tracimy też nadzieję, że dowiemy się wreszcie, kto tworzy grupę trzymającą władzę, choć jawi się już dawno, kto ją powinien opuścić. Zachodzi jednak poważna obawa, że w dalszym ciągu prac speckomisja postanowi przesłuchać każdego z obywateli III RP — w końcu każdy coś wie i ma coś do powiedzenia. A wtedy ten najdłuższy serial, dłuższy nawet od seriali wenezuelskich, nigdy się nie skończy. A jednak Rywingate może przynieść i pozytywne skutki.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji już od dłuższego czasu przysparza samych kłopotów. Sytuacja coraz bardziej przypomina węzeł gordyjski, czyli — według mitologii — kunsztowny węzeł z łyka dereniowego, łączący jarzmo z dyszlem wozu królewskiego (nie wiadomo tylko, co (a raczej kto) w tym przypadku jest jarzmem, a co (kto) dyszlem?). Według legendy, ten, kto rozwiąże węzeł, zostanie panem świata. Aleksander Wielki, dowiedziawszy się o przepowiedni, przeciął węzeł mieczem. I po kłopocie.

W roli doradców Aleksandra Wielkiego występują eksperci, sugerujący — wzorem rozwiązań stosowanych w Europie — połączenie KRRiT z Urzędem Regulacji Telekomunikacji i Poczty. Uzgodnienie szczegółów technicznych tej operacji nie byłoby zapewne łatwe, ale z pewnością jest możliwe do przeprowadzenia. Nieco większy jest kłopot natury legislacyjnej. Otóż, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, z niewiadomych powodów (można się domyślić dlaczego, ale zupełnie nie wiadomo po co) znalazła się w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, która poświęca jej całe trzy artykuły. Tak więc wszelkie zmiany naruszają Konstytucję, albo wymagają dokonania w niej zmian. Można więc jedynie doprowadzić do wchłonięcia URTiP przez KRRiT. To mogłoby by być nawet zabawne: już długość nazwy z pewnością wprawiałaby w dobry nastrój. Tylko czy rzeczywiście o to chodzi? Rola Aleksandra Wielkiego nie jest jeszcze obsadzona. Chętnych jest tak wielu, że bez castingu raczej się nie obędzie.