Choć burza wokół projektu w Opolu jest gwałtowna, a największe gromy spadają na Krzysztofa Kiliana, prezesa PGE, na horyzoncie widać już przejaśnienia.

— Krzysztofowi Kilianowi należy się jednocześnie order za zasługi i dekapitacja. To pierwsze — za skuteczne zwrócenie uwagi na problem, jakim jest dziś brak ekonomicznego uzasadnienia dla inwestycji w energetykę opartą na węglu. To drugie — za sposób, w jaki to zrobił — mówi nasze źródło zbliżone do ministerstwa skarbu.
Szef PGE zyskał posłuch
PGE miało budować w Opolu dwa bloki energetyczne po 1000 MW każdy, za 11,6 mld zł, opalane węglem kamiennym. Umowa została podpisana, wykonawcy byli gotowi do pracy, ale ostatecznie, na początku kwietnia, PGE zawiesiło projekt. Powód: inwestycja jest ekonomicznie nieuzasadniona. Wtedy rozpętała się burza, a gromy ciskał głównie rząd.
Rolę Opola dla krajowego systemu energetycznego podkreślał nawet premier Donald Tusk, deklarując, że „rząd znajdzie pieniądze i sposoby, aby ta inwestycja była prowadzona”. Krytyka ogniskowała się na Krzysztofie Kilianie, który w opinii resortu skarbu miał mieć „problem z pogodzeniem odpowiedzialności przed akcjonariuszami i realizacją polityki państwa”. Teraz burza cichnie, argumenty Kiliana zyskują posłuch, a sam plan realizacji Opola, z udziałem rządu, się krystalizuje.
— Dziś uważamy w MSP, że optymalne byłoby zawiązanie długoterminowego sojuszu między PGE i Kompanią Węglową [obie firmy kontroluje państwo — red.] w celu wspólnej budowy bloków w Opolu. Co więcej, podobny model współpracy widzielibyśmy chętnie również przy pozostałych energetycznych inwestycjach węglowych w Polsce — twierdzi nasz rozmówca z resortu skarbu.
Kompania weźmie ryzyko
Sojusz ma się opierać na kontrakcie handlowym. Kompania Węglowa miałaby dostarczać do bloków w Opolu węgiel kamienny, pobierając za to opłatę stałą lub stale skorelowaną z cenami energii. Miałaby też być częściowym odbiorcą energii produkowanej przez nowe bloki.
Zdaniem rządu, zachęci to PGE do inwestycji, bo zdejmie ryzyko związane z ewentualnym wzrostem cen węgla w przyszłości, któremu nie towarzyszyłby podobny wzrost cen energii. Nad podobnym sojuszem pracuje dziś też węglowa Bogdanka wespół z energetycznym GdF Suez (obie firmy są prywatne). Ma to i wady, i zalety.
— PGE na pewno będzie bardziej skłonna przystąpić do realizacji projektu w Opolu, jeśli udałoby jej się zakontraktować dostawy węgla na cały okres życia bloku w cenie, która będzie konkretnie skorelowana z ceną energii — uważa Paweł Puchalski, szef działu analiz Domu Maklerskiego BZ WBK. Zwraca jednak uwagę na ryzyko, które bierze na siebie węglowa spółka.
— Taki kontrakt oznacza, że w przypadku niekorzystnych cen energii PGE wciąż wychodziłaby blisko zera dzięki potencjalnie bardzo niskim cenom węgla kamiennego, a całe ryzyko związane z ekonomiką projektu spadłoby na Kompanię Węglową. To wygląda logicznie — skoro PGE miałoby brać na siebie ciężar inwestycji (11 mld zł), partner powinien przejąć na siebie ryzyko operacyjne projektu — tłumaczy Paweł Puchalski. W przypadku wzrostu cen energii korzyści mogłyby być współdzielone przez partnerów. Gorzej, jeśli ceny energii spadnąlub będą stabilne (a takich prognoz jest więcej). PGE może wyjść wtedy na „zero”, a Kompania — na minus.
Właściciel musi wybrać
Kompania Węglowa, podlegająca formalnie resortowi gospodarki, nie komentuje pomysłu współpracy z Opolem. Choć to i tak byłby dla niej naturalny klient. — Decyzja należy do właściciela — mówi Tadeusz Soroka, dyrektor biura projektów strategicznych w Kompanii Węglowej. Kompania Węglowa pracuje jednocześnie nad własnym projektem energetycznym — chodzi o blok na 900 MW, w którym Kompania miałaby mieć poniżej 50 proc.
Do końca miesiąca chce wybrać partnera (na krótkiej liście są podmioty z Chin, Korei i Japonii), który nie tylko zbuduje, ale też sfinansuje inwestycję, wartą 5-6 mld zł. Sama Kompania takich pieniędzy nie wyłoży — walczy o płynność, ostatnio wydłużyła kontrahentom okresy płatności. Węglowa firma zamierza dostarczać do nowego bloku surowiec i odbierać energię. Tę formułę, jeśli się sprawdzi, powtórzy na Lubelszczyźnie, gdzie w tej chwili prowadzi wiercenia poszukiwawcze.
— Dostawy do Opola wiązałyby się z wyższymi kosztami transportu, niż w przypadku naszego bloku, który zamierzamy postawić tuż przy kopalniach — podkreśla jednak Tadeusz Soroka.