Warto zainwestować w fundusze inwestycyjne. Ich wyniki mogą nie być tak dobre jak w ostatnim roku, ale i tak dadzą nieźle zarobić.
Wydaje się, że Polacy na powrót polubili fundusze inwestycyjne. Z raportu Analiz Online i Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami wynika, że aktywa zgromadzone w funduszach pod koniec października osiągnęły wartość 111,6 mld zł. W dużej części jest to, oczywiście, wynik dobrego zarządzania inwestycjami, ale nie tylko. Według szacunków Analiz Online w październiku saldo wpłat i wypłat wyniosło niecałe 0,7 mld zł, a we wrześniu 0,9 mld zł. Polacy kupują więc jednostki uczestnictwa, a zachęcają ich dobre wyniki z ostatnich dwóch lat. Ale czy dobry trend się utrzyma?
— To, co się dzieje na światowych giełdach znajduje odzwierciedlenie w gospodarce, która bez wątpienia jest w dużo lepszej kondycji niż jeszcze dwa lata temu. Można zatem śmiało stwierdzić, że przyszłość na giełdach wygląda obiecująco — prognozuje Maciej Dyja, analityk Domu Kredytowego Notus.
Dobre znaki
Funduszom sprzyjają dobre wskaźniki gospodarcze w kraju i na świecie. Przykładem może być indeks PMI, który, w uproszczeniu, ocenia stan gospodarki. Jeśli jego wartość przekracza 50 punktów, to znaczy, że gospodarka rośnie. W październiku bieżącego roku dla Polski wyniósł on 55,6 pkt i był najwyższy od sześciu lat.
— Również wskaźniki wyprzedzające, publikowane przez OECD (CLI) czy Komisję Europejską utrzymują się w trendzie wzrostowym, obliczanym jako 6-miesięczna średnia krocząca, co zazwyczaj trafnie potwierdza długoterminowe trendy indeksów giełdowych. Duże znacznie przywiązuje się do kolejnej fazy tzw. ilościowego luzowania pieniądza przez Fed, co w praktyce oznacza dodruk amerykańskiego dolara w celu wspierania rozwoju koniunktury. Dalsze luzowanie polityki pieniężnej powinno prowadzić do obniżenia rynkowych stóp procentowych w USA i do osłabiania dolara, co będzie wpierać konkurencyjność amerykańskich eksporterów — twierdzi Marek Arent, analityk Expandera.
To wystarczy, żeby fundusze wciąż mogły się chwalić dobrymi wynikami. Ale Marek Arent wskazuje również na zagrożenia.
— Rosną obawy, że dodrukowane przez bank centralny dolary, zamiast trafić do gospodarki, w dużej części zostaną ulokowane na rynkach akcji i surowców, co może się przyczynić do powstawania "baniek" spekulacyjnych. Z drugiej strony, uzyskane do tej pory wysokie stopy zwrotu mogą być zachętą do realizacji części zysków, co może się przyczynić do korekty wzrostów. Niepewność na rynkach może rozbudzić dalsze wyhamowanie ożywienia w USA czy też nawrót obaw o sytuację fiskalną tzw. krajów PIIGS (Portugalia, Irlandia, Włochy, Grecja i Hiszpania) — uważa ekspert Expandera.
Zyski i huśtawka
Paradoksalnie, wydaje się, że obecnie najbardziej ryzykowne są fundusze... obligacji. A to ze względu na spodziewane podwyżki stóp procentowych w najbliższych latach.
— Dlatego osobom o niskiej skłonności do ryzyka rekomendowałbym fundusze pieniężne, a także niewielkie zaangażowanie w fundusze akcji — na poziomie 20 proc. — podpowiada Maciej Dyja.
Atrakcyjnie przedstawiają się fundusze akcyjne. W ich przypadku jednak należy się uzbroić w cierpliwość. W najbliższym czasie być może bardziej niż kiedykolwiek trzeba będzie stosować się do zasady "kup i trzymaj" ze względu na prognozowane wahania indeksów giełdowych. Nagrodą mają być jednak ponadprzeciętne zyski.
— Wysokie zyski wiążą się z większym ryzykiem. Oznacza to, że inwestor, który oczekuje wyższej stopy zwrotu, musi nabywać bardziej ryzykowne aktywa, w tym wypadku fundusze akcji. Oczywiście, w trakcie takiej inwestycji mogą się pojawić chwilowe wahania, jednak przez kilka następnych lat spodziewam się, że właśnie fundusze akcyjne powiązane z rynkami wschodzącymi przyniosą największe zyski — mówi Maciej Dyja.
BRIC i Azja
Poszukując państw i regionów, gdzie można się spodziewać okazji inwestycyjnych, warto zwrócić uwagę na perspektywy ich rozwoju gospodarczego. Wysoka dynamika wzrostu sprawia, że miejscowe spółki poprawiają wyniki finansowe, a to z kolei odbija się na ich wycenie giełdowej. Jednym ze wskaźników, który uwzględnia te parametry, jest PEG.
— Standardowo przy jego wyliczaniu dla pojedynczej spółki należy podzielić popularny wskaźnik cena do zysku (C/Z) przez prognozowaną stopę wzrostu zysków. Aby użyć tych wskaźników do oceny konkretnych krajów, powinno się porównywać wskaźniki C/Z obliczone dla głównych indeksów akcyjnych. Natomiast wskaźnik PEG uzyska się poprzez podzielenie C/Z dla indeksu przez prognozowaną średnią stopę wzrostu PKB. Niższa wartość wskaźnika świadczy o lepszych perspektywach wzrostu — tłumaczy Marcin Arent.
Według wyliczeń analityka Expandera, najatrakcyjniejszy wskaźnik PEG mają obecnie Chiny (1,84), Rosja (2,06), Indie (2,45) i Korea Południowa (2,53). Tajlandia i Indonezja mają wskaźnik PEG na poziomie 2,78. Z tego wynika, że dobre wyniki powinny zanotować fundusze inwestujące w państwach BRIC (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny) oraz w państwach południowo-wschodniej Azji. Wskaźnik PEG dla Polski to 3,65, więc również inwestorzy kupujący udziały w funduszach działających na krajowym parkiecie najprawdopodobniej będą mieli powody do zadowolenia.