Rząd akceptuje ustawę łączącą PAIZ i PAI

Jarosław Królak, Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 2002-09-20 00:00

Zamiast przyciągać do Polski zagraniczny kapitał, działalność agencji Pro Polonia może przynieść zgoła odwrotny skutek. Analiza projektu ustawy o utworzeniu tej państwowej spółki rodzi obawy, że może dojść m.in. do wzrostu kosztów zakładania firm zagranicznych w Polsce.

Rada Ministrów zaakceptowała projekt ustawy o utworzeniu Polskiej Agencji Promocji Eksportu i Inwestycji Zagranicznych Pro Polonia. Rząd zalecił jednak poprawki i doprecyzowanie niektórych przepisów.

Na razie skutkiem tej ustawy będzie połączenie Polskiej Agencji Inwestycji Zagranicznych (PAIZ) oraz Polskiej Agencji Informacyjnej (PAI). Organizacje te zastąpić ma od 1 stycznia 2003 r. spółka państwowa Pro Polonia.

Niewątpliwie będzie ona mieć duże wpływy polityczne i będzie silna finansowo. Podlegać będzie ministrowi gospodarki, który zdecyduje o sposobie wydawania jej pieniędzy.

— Chodzi o zwiększenie efektywności środków budżetowych przeznaczanych na promocję Polski i polskich przedsiębiorców za granicą. Agencja ma w sobie skoncentrować zasoby kadrowe i finansowe w tym zakresie — czytamy w uzasadnieniu rządowego projektu.

Czy tak się stanie? Część specjalistów ma wątpliwości po lekturze dokumentu.

Pro Polonia ma m.in. prowadzić marketing inwestycyjny, czyli pozyskiwać dla Polski inwestorów. Agencja ma być pośrednikiem między inwestorami a urzędami. Oczywiście nie za darmo.

— Po analizie projektu ustawy można mieć obawy, że wzrosną koszty zakładania i działania w naszym kraju przedsiębiorstw zagranicznych. Może to nawet zniechęcać potencjalnych inwestorów — uważa Andrzej Wilk, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.

— Musimy przecież na siebie zarabiać. Około 80 proc. naszej działalności ma charakter non-profit. Za pomoc firmie w uzyskaniu koncesji, zezwoleń lub pozwoleń będziemy pobierać opłaty, których stawki będą negocjowane — mówi Antoni Styrczula, prezes PAIZ.

Oprócz wynagrodzenia za usługi Pro Polonia będzie mogła obejmować akcje i udziały w innych spółkach, czyli stawać się współwłaścicielem firm prywatnych.

— To niebezpieczne uprawnienie. Może okazać się, że warunkiem pozytywnego załatwienia sprawy jakiejś firmy będzie np. objęcie jej udziałów przez agencję. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że oznacza to synekury dla kolejnych polityków w radach nadzorczych tych spó-łek — mówi Andrzej Wilk.

Pro Polonia będzie wyłącznym pośrednikiem w programach pomocowych dla firm oraz wobec władz regionalnych.

— Można spodziewać się, że i to pośrednictwo będzie sporo kosztować — dodaje Andrzej Wilk.

Agencją kierować będzie prezes, powoływany przez premiera.

— Ustawa pozwala premierowi mianować prezesa bez konieczności ogłaszania konkursu na to stanowisko, a więc ma to charakter polityczny — twierdzi Andrzej Wilk.

Zadaniami prezesa będzie opracowywanie rocznych planów działania Pro Polonii, sporządzanie sprawozdań z wyników, zarządzanie jej majątkiem i prowadzenie gospodarki finansowej oraz kontrolowanie właściwego wykorzystania dotacji.

Nie wszyscy są jednak tak zagorzałymi przeciwnikami projektu. Antoni Styrczula, który również pracował nad jego zapisami, wylicza trzy główne powody, dla których dokument powinien wejść w życie.

— Po pierwsze — potrzebna jest silna instytucja, która zajmie się promocją Polski zagranicą, po drugie — musimy skoncentrować pod jednym dachem wszystkie środki, które są teraz niepotrzebnie rozproszone. Po trzecie — będziemy mogli zakładać, wzorem na przykład Czechinvestu, przedstawicielstwa za granicą — twierdzi Antoni Styrczula.

Zaznacza, że rzeczywiście projekt ma pewne wady.

— Mają one jednak charakter redakcyjny, a nie merytoryczny —zapewnia.