Rząd buduje nowy bank rozwojowy

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-03-28 00:00

Konkurs na nowego prezesa, burzenie kominów i reorganizacja zadań — od tego ma się zacząć rewolucja w BGK

Ministerstwo Finansów (MF) chce dokonać daleko idących zmian w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) — napisaliśmy na łamach „PB” w minionym tygodniu na podstawie nieoficjalnych informacji. Dziś informacja jest oficjalna — potwierdza ją na naszych łamach Wojciech Kowalczyk, wiceminister finansów. Odsłania też nieco więcej szczegółów dotyczących proponowanych zmian.

— Chcemy, aby BGK stał się bankiem rozwojowym, podobnym do takich instytucji finansowych, jak EBOR czy niemiecki KfW. Chcemy tchnąć nowego ducha w BGK, by stał się naprawdę ważnym instrumentem w rękach państwa, wspierającym wzrost gospodarczy i dostarczającym finansowanie dla dużych, kluczowych dla gospodarki inwestycji — tłumaczy Wojciech Kowalczyk.

Równe traktowanie

Żeby to przedsięwzięcie się udało, BGK musi mieć profesjonalną kadrę zarządzającą, niezależną od wpływów politycznych. Dlatego MF zamierza wprowadzić daleko idące zmiany w ładzie korporacyjnym banku. Jedną z takich zmian ma być uwolnienie płac dla władz BGK.

— Chcemy zmienić ustawę o BGK oraz wynikający z niej obecnie statut banku. Proponujemy wyłączyć zarząd BGK spod ustawy kominowej oraz przyjąć takie zapisy, by wynagrodzenia i nagrody zarządu banku były wyznaczane przez radę nadzorczą — mówi wiceminister. Przypomina, że BGK to jeden z największych banków w Polsce — pod względem posiadanego kapitału jest już w pierwszej piątce.

— Wychodzimy z tymi propozycjami z otwartą przyłbicą, jesteśmy gotowi do dyskusji. Uważamy jednak, że tak duży bank powinien mieć zarząd złożony z najwyższej klasy specjalistów, a trudno jest to osiągnąć ustawą kominową — twierdzi Wojciech Kowalczyk.

Dla porównania, Dariusz Daniluk, prezes BGK, zarabia miesięcznie około 20 tys. zł brutto. Cezary Stypułkowski, prezes BRE Banku, w 2011 r. otrzymywał miesięcznie 217 tys. zł, a Mariusz Klimczak, prezes państwowego BOŚ — około 110 tys. zł.

Szybka ścieżka

Proponowane przez MF zmiany w BGK dotyczą też procedur przetargowych, które obecnie są sporą barierą w funkcjonowaniu banku. Szczegółów jednak nie podaje.

— Zaproponujemy uelastycznienie tych przepisów — mówi wiceminister. Resort finansów chce wprowadzić te zmiany możliwie szybko.

— Pośpiech jest niewskazany, ale też nie ma na co czekać. W najbliższych tygodniach powstaną projekty odpowiednich dokumentów i ogłoszony zostanie konkurs na prezesa — twierdzi Wojciech Kowalczyk. Czy znajdą się chętni, by stanąć do rywalizacji o fotel szefa nowego BGK? — To jest tak unikatowa i ciekawa posada, że kandydatów nie zabraknie. Z jednej strony, wynagrodzenie będzie z pewnością godziwe i atrakcyjne dla specjalistów z sektora bankowego.

Z drugiej — wierzymy, że kandydaci nie będą chcieli podjąć się tej misji tylko z powodów finansowych, ale potraktują ją jako propaństwowe wyzwanie zawodowe. Dla menedżerów to jest niepowtarzalna okazja, by za kilka lat mogli wpisać sobie do CV, że tworzyli pierwszy w III RP bank rozwojowy z prawdziwego zdarzenia — uważa wiceminister. Do konkursu na prezesa Polskich Inwestycji Rozwojowych (PIR) zgłosiło się 14 kandydatów, kolejka do BGK będzie pewnie jeszcze dłuższa.

— Kierowanie PIR to tereny nieznane. Trzeba spółkę zbudować od zera, opracować całkowicie nowe sposoby działania. Kierowanie BGK to zadanie znacznie bardziej przewidywalne — to stabilna instytucja, działająca na podstawie normalnej licencji bankowej, posiadająca już zaplecze administracyjne i operacyjne. Trzeba tylko pchnąć ją do przodu — mówi Wojciech Kowalczyk. Zaznacza, że nowo wybrany prezes będzie miał wpływ na dobór współpracowników. — Liczymy, że nowy prezes będzie w stanie ściągnąć z rynku najlepszych specjalistów. Wierzę, że po zmianach BGK stanie się atrakcyjnym miejscem pracy — mówi wiceminister.

Kiedy odetną nam prąd

Podobną ścieżkę kariery przeszedł sam Wojciech Kowalczyk. Najpierw przez 17 lat pracował w instytucjach komercyjnych, m.in. Banku Handlowym i Merrill Lynch, a ostatnio przez dwa lata w BGK, m.in. jako wiceprezes.

— Właśnie te doświadczenia sprawiły, że mam dość jasną wizję tego, co trzeba zmienić, aby BGK stał się naprawdę dynamicznym bankiem rozwojowym — mówi wiceminister. Jego zdaniem, BGK był przez długi czas instytucją, która w dość przypadkowy sposób zasypywana była przez polityków rozmaitymi zadaniami, a brakowało jej jednej, spójnej strategii.

— Od kilku lat ma jaśniej określone cele, jednak przyszedł czas na zasadniczykrok w ewolucji banku — uważa Wojciech Kowalczyk. Według jego koncepcji, BGK po zmianach składałby się przede wszystkim z dwóch pionów. Pierwszy realizowałby tzw. zadania zlecone rządu, czyli obsługiwałby finansowo instytucje sektora finansów publicznych czy wdrażał programy rządowe, np. program wsparcia dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw. Drugi pion zajmowałby się realizacją programu Inwestycje Polskie, czyli dostarczaniem długoterminowego finansowania pod duże inwestycje infrastrukturalne.

— BGK zasługuje na to, by odzyskał rangę, jaką miał w 20-leciu międzywojennym, czyli prawdziwego banku rozwojowego. Należy też przede wszystkim pamiętać, że po 2020 r. nie będziemy już mogli liczyć na tak duży strumień funduszy unijnych. W najlepszym wypadku pula dostępnych Polsce pieniędzy znacząco się skurczy, a nie można nawet wykluczyć, że staniemy się płatnikiem netto. Dlatego do tego czasu chcemy stworzyć z BGK instytucję, która kiedyś przejmie ciężar dostarczania naszej gospodarce długoterminowego finansowania rozwoju — twierdzi wiceminister. Kiedy BGK będzie polskim EBOR? — Za dwa-trzy lata powinniśmy być na mecie — uważa Wojciech Kowalczyk.