14 specjalnych stref ekonomicznych zajmuje dziś 20 tys. ha, a dopuszczalny limit wynosi 25 tys. ha. Wydawało się, że wkrótce trzeba będzie go zwiększyć, ale niewykluczone, że obecna pula wystarczy na długo. Ministerstwo Rozwoju przygląda się poszerzeniom stref.

— Problemem specjalnych stref jest niski poziom wykorzystania terenów. Często składają one wnioski o poszerzenie, podczas gdy 30-40 proc. ich powierzchni jest niezagospodarowana. Za dużo jest terenów strefowych w województwach, które doskonale sobie radzą, a za mało np. w Zachodniopomorskiem. Chcemy przełożyć akcenty. Pracujemy nad ewaluacją stref i planujemy wobec nich nową politykę — mówi Radosław Domagalski, wiceminister rozwoju. Prezesi stref uważają natomiast, że terenów w strefach jest za mało.
Inni też zwalniają z CIT
Polska nie jest wyjątkiem w zwolnieniach podatkowych dla inwestorów. W innych krajach jest o nie nawet łatwiej, np. w Czechach nie są ograniczone do wybranych obszarów — firmy dostają je przy inwestycji w dowolnym miejscu w kraju. Mogą liczyć na 10-letnie zwolnienie podatkowe na inwestycje produkcyjne, z sektora usług dla biznesu i centrów technologicznych, a w Słowacji — na inwestycje produkcyjne, w centra technologiczne, centra usług strategicznych i centra usług turystycznych. Na Węgrzech natomiast przez 10 lat są w 80 proc. zwolnieni z podatku przy inwestycjach produkcyjnych, logistycznych, w energię odnawialną, centra badawczo-rozwojowe, usług wspólnych i turystyki.
— Tereny włączane do stref nie są idealne. Trzeba je uzbroić, co trwa 4-5 lat, kolejne dwa mijają, zanim do strefy wejdzie inwestor. Byłoby świetnie, gdyby w strefach było nawet 10 tys. uzbrojonych terenów. Gdybyśmy mieli zapełnione 97 proc. gruntów, to powinno się nas wyrzucać z roboty, bo to by oznaczało, że nie mamy terenów dla nowych inwestorów — twierdzi prezes jednej ze stref.
Procedura poszerzenia, które musi zatwierdzić rząd, trwa dziś rok. Kiedyś był pomysł, by decyzje podejmował minister gospodarki, dziś — rozwoju.
Zmiany są potrzebne
Eksperci przestrzegają, by nie wylać dziecka z kąpielą. Niektóre strefy utrzymują się ze sprzedaży strefowych terenów. Ponadto wciąż wiele samorządów liczy, że wejście do strefy ściągnie do ich gmin inwestorów.
— W przypadku naszej strefy wnioskujemy o włączenie blisko 90 ha i jednocześnie o wyłączenie ponad 32 ha. Teren objęty przywilejami strefy winien być elastycznie dostosowywany do sytuacji na rynku nieruchomości przemysłowych. Staramy się przy współpracy z samorządami podnosić atrakcyjność naszej oferty — podkreśla Cezary Tkaczyk, prezes SSE Starachowice, która 77 proc. terenów ma w województwie świętokrzyskim. W przypadku kierowanej przez niego strefy zagospodarowanych jest ponad
Zmiana reguł
W Ministerstwie Rozwoju czeka kilka wniosków o poszerzenie. Kamiennogórska strefa liczy na włączenie 264 ha.
— Wniosek złożyliśmy na początku stycznia. W większości chodzi o powiększenie podstref. Nie możemy mieć tylko 2-hektarowych działek, potrzebujemy oferty dla większych inwestorów — tłumaczy Iwona Krawczyk, prezes Kamiennogórskiej SSE, w której stopień zagospodarowania terenów wynosi 70 proc. Kolejne strefy, np. mielecka, przygotowują się do złożenia wniosków.
— Proponuję, by nową strategię ogłosić po zatwierdzeniu złożonych wcześniej wniosków. Inwestorzy, którzy czekają z projektami na wejście do strefy, są bardzo wrażliwi na niespodziewane zmiany zasad — twierdzi jeden ze strefowych prezesów.