Rząd Marka Belki w oparach absurdu

Kazimierz Krupa
20-05-2004, 00:00

Socjalizm — tak, wypaczenia — nie. Takie napisy nosili na sztandarach cykliczni odnowiciele ustroju powszechnej szczęśliwości przez dziesięciolecia. Co kilka lat nosili. Socjalizm pozostawał ten sam, tylko wypaczenia, no i ludzie, którzy z nimi walczyli, się zmieniali. Teraz wiele się zmieniło, niemal wszystko, ale tylko po to by... wszystko pozostało po staremu. Znowu jest: socjalizm tak, a za wypaczenia „robi” teraz były premier Miller. Tak więc: Miller — nie, Belka — tak, i wszystko ma pozostać „po staremu”. A jak Miller i jego rząd byli zbyt „liberalni”, to można, a nawet trzeba, się cofnąć.

Trwa wykuwanie rządu Marka Belki, a raczej poparcia dla niego. Praktycznie nikt, poza zawsze chętnymi ludowcami, nie chce brać odpowiedzialności za rząd parlamentarny (nie widząc szans jego stworzenia), rosną więc szanse rządu prezydenckiego. Wykuwanie poparcia idzie jednak bardzo opornie, a jego efektem są coraz bardziej kuriozalne i absurdalne pomysły ekonomiczne. Pomysły, których realizacja przypadnie znanemu rynkom finansowym, i obdarzonemu zaufaniem, Markowi Belce. Wewnętrznie sprzeczne pomysły dopłacania do obciążeń ZUS za nowo zatrudnionych, wzrost płacy minimalnej, reforma PIT, idąca w kierunku oddalenia się od podatku liniowego, likwidacja „starego portfela”, to wszystko zadania, jakie stawia sobie rząd Marka Belki, albo które są przed tym rządem stawiane. A to zapewne dopiero początek ustaleń, konsultacji, montowania coraz to bardziej egzotycznych i orginalnych porozumień. Słowem: wzrost wydatków budżetowych na każdym kroku, żadnych oszczędności w finansach publicznych, próba pogodzenia wody z ogniem.

Albo jest to gra obliczona jedynie na uzyskanie poparcia i nikt tych rzucanych na prawo i lewo obietnic nie zamierza dotrzymywać (pierwsza poważna weryfikacja tego rządu, np. przy konstrukcji przyszłorocznego budżetu, i tak zakończy się jego klęską i rozpadem), a parę rzeczy jeszcze uda się załatwić, albo ktoś tu już zupełnie stracił poczucie rzeczywistości. Realizacja tylko części tych skrajnie populistycznych haseł musi, zwyczajnie musi, nie tylko zlikwidować wszelkie przejawy ożywienia gospodarczego, ale i zasadniczo zwiększyć, a nie ograniczyć, deficyt budżetowy. Proponowane rozwiązania zaradcze, przejściowe, są najdroższymi pomysłami, jakie można sobie wyobrazić. O co więc tu chodzi?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rząd Marka Belki w oparach absurdu