PO i PiS chcą zachęcać inwestorów niskimi podatkami, a nie gotówką. Rząd nie zamierza popuścić.
Ustawa o wspieraniu inwestycji powyżej 40 mln EUR lub tworzących ponad 500 miejsc pracy została w piątek odrzucona nieznaczną większością głosów. Projekt rządowy przepadł już w marcu, ustawa wróciła z inicjatywy posłów SLD.
— Taka ustawa to ważny instrument, pod warunkiem że rząd korzystałby z niego w sposób racjonalny, a więc do przyciągnięcia naprawdę potrzebnych, a nie po prostu dużych inwestycji. Być może opozycja ma jakąś inną koncepcję, jak to zrobić — sugeruje Katarzyna Urbańska, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.
Ma rację. PiS uważa bowiem, że konieczne są ułatwienia administracyjne i budowa infrastruktury.
— Kraje UE tną podatki z działalności gospodarczej, więc powinniśmy się zastanowić, jak wzrosłaby atrakcyjność Polski po obniżce CIT — mówi Krystyna Skowrońska z PO.
— Polska już ma jedne z najniższych stawek podatkowych dla przedsiębiorców w UE. Kraje konkurujące z nami o inwestycje wygrywają grantami gotówkowymi — ripostuje Krzysztof Krystowski, wiceminister gospodarki.
Jego zdaniem, głosowanie miało czysto polityczny charakter.
— Po prostu PO, PiS, LPR, PSL i Samoobrona nie chcą, by ten rząd mógł sobie przypisać zasługi w przyciąganiu inwestycji. Ale mam pomysł, co zrobić, żeby nie zaprzepaścić ustawy — twierdzi wiceminister Krystowski.
Obecnie, gdy rząd chce zachęcić dużego inwestora, negocjuje z nim indywidualnie sposób wsparcia, a następnie wysyła program do notyfikacji przez Komisję Europejską.