Rząd planuje rekordową emisję obligacji i bonów

Lesław Kretowicz, Marek Knitter
opublikowano: 2001-11-23 00:00

W przyszłym roku wartość emisji skarbowych papierów wartościowych przekroczy 100 mld zł. Tylko tak uda się sfinansować deficyt budżetu wynoszący 40 mld zł. Dotychczasowe źródło jego finansowania, czyli prywatyzacja, wysycha.

Projekt budżetu państwa na 2002 rok zakłada deficyt wysokości 40 mld zł i nie ma szans, by sfinansować go z prywatyzacji. Zostaje inny sposób — emisja papierów dłużnych, która przekroczy 100 mld zł. Analitycy twierdzą, że za powodzenie tej operacji trzeba będzie drogo zapłacić.

Według szacunków Ministerstwa Finansów wartość emisji papierów wartościowych w tym roku wyniesie ponad 93 mld zł. W przyszłym roku wartość emisji będzie jeszcze wyższa. Rząd przyjął projekt budżetu na 2002 rok z deficytem wysokości 40 mld zł. Jego finansowanie będzie możliwe jedynie z emisji SPW. Wpływy z prywatyzacji w przyszłym roku mają osiągnąć 6-7 mld zł, ale zostaną one skonsumowane w inny sposób. Z prywatyzacji spłacona zostanie pożyczka zaciągnięta w NBP na wykup długu od Brazylii.

W sumie przyszłoroczna emisja papierów skarbowych wyniesie 112 mld zł. Większość tej kwoty pochłonie wykup wyemitowanych wcześniej papierów skarbowych. Do wykorzystania w 2002 roku zostanie około 42 mld zł. To suma wystarczająca na sfinansowanie dziury w finansach państwa, nie wiadomo jednak, czy rynek wchłonie papiery za 112 mld zł. Analitycy są zdania, że sprzedaż tych papierów nie jest problemem, tylko ich cena. By emisje doszły do skutku, MF musi zagwarantować inwestorom godziwy zysk. To z kolei oznacza to wzrost kosztów obsługi zadłużenia.

— Rynek wchłonie ponad 100-mld emisje, jednak musi się to odbić na ich cenie. To było widać już w tym roku, większa emisja pociągnęła za sobą wzrost rentowności — tłumaczy Maciej Reluga, ekonomista ING Bank.

Zdaniem ekonomistów, decyzje RPP mają decydujące znaczenie dla powodzenia tak dużych emisji. Atrakcyjność naszych papierów dłużnych wynika głównie ze znacznego dysparytetu stóp procentowych pomiędzy Polską a innymi krajami. Szybkie obniżenie stóp o 300 punktów bazowych, czego domaga się rząd, będzie więc niekorzystne. Jednak stopniowa redukcja nie spowoduje odwrotu inwestorów. Przeciwnie, oczekiwanie na kolejne posiedzenia rady zachęci do spekulacji. To spowoduje spadek rentowności SPW. Przykładem są obligacje 5-letnie na rynku wtórnym, których rentowność w wyniku tegorocznych obniżek stóp spadła o 4,5 proc.

— Trzeba pamiętać, że miesięcznie emisje samych obligacji wyniosą około 5 mld zł. Rada nie powinna obniżyć stóp o 300 pkt bazowych, bo to zaszkodzi emisji papierów skarbowych. Jednak obniżki po 100 punktów do połowy 2002 r. nie spowodują nerwowości na rynku — ostrzega Maciej Reluga.

Okiem eksperta

Rozumiem rząd, ale to nic nie zmienia

Rozumiem, że mamy problemy z budżetem, a minister finansów szuka dróg wyjścia z opresji. To jednak jego prawo i obowiązek. Dla mnie kluczowa jest informacja o planowanym deficycie ekonomicznym, okazuje się bowiem, że wielkość ta z roku na rok rośnie. Tymczasem potrzebne jest zmniejszanie deficytu ekono- micznego aż do zrównania go z budżetowym. Rozumowanie, że przy gasnącym popycie można ratować gospodarkę stymulując ją rosnącym popytem publicznym, czyli deficytem, nie jest właściwe. Są bowiem dwa czynniki, które w warunkach gospodarki takiej jak polska powinny być bacznie obserwowane: inflacja i deficyt na rachunku bieżącym. Tymczasem zwiększanie deficytu budżetowego i ekono- micznego negatywnie wpłynie na procesy inflacyjne i na równoważenie rachunku bieżącego. Planowana wielkość emisji oznaczać będzie wzrost rentowności papierów skarbowych. To zaś spowoduje, że za pożyczone pieniądze zapłacimy więcej, jeśli tylko znajdą się chętni, by je nam pożyczyć.

Cezary Józefiak

członek Rady Polityki Pieniężnej