Dziennik przytacza historię kobiety posiadającej obligacje przedwojenne z
1935 r., o nominale 100 zł. Nominalnie papier jest dziś wart tysiąc złotych.
Plus odsetki. Rząd jednak ma problem, skąd wziąć pieniądze na ich wykup.
„Szacowano, że może to budżet kosztować nawet 5 mld zł, choć nikt nie wie, ile
obligacji jest jeszcze na rynku czy w klaserach kolekcjonerów” – czytamy w
„Wyborczej”. Gazeta przytacza niegdysiejszą wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego:
"Będziemy musieli się z tym jakoś uporać, ale nie na zasadzie 100-proc. zwrotu”.
I kolejną czczą obietnicę – tym razem senatorów Platformy Obywatelskiej.
Obietnicę pustą, bo Ministerstwo Finansów zareagowało na senacką uchwałę
alergicznie. - Wytłumaczono nam, że mamy się od tej sprawy odpieprzyć –
powiedział „GW” anonimowo jeden z senatorów komisji. Magdalena Kobos z
Ministerstwa Finansów tłumaczy: „Roszczenie majątkowe podlega dziesięcioletniemu
przedawnieniu, co do zasady więc wszystkie wyemitowane przed II wojną światową
przez skarb państwa papiery wartościowe uległy przedawnieniu”.
Rząd spławił posiadaczy przedwojennych obligacji
Senatorowie Platformy Obywatelskiej chcieli pomóc tym, którzy po dziadkach i rodzicach mają w rękach przedwojenne obligacje państwowe. Nie pomogą. - Zostaliśmy opieprzeni przez własny rząd. Usłyszeliśmy, że mamy tego nie tykać – powiedział jeden z senatorów. O sprawie napisała „Gazeta Wyborcza”.