Rząd zapowiedział zwiększenie nakładów na politykę mieszkaniową i rozszerzenie działań skierowanych do osób z tzw. luki mieszkaniowej. Jak podkreślił minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, w Polsce ten problem dotyczy około czterech milionów rodzin, które nie kwalifikują się do mieszkań socjalnych, a jednocześnie nie stać ich na zakup na rynku komercyjnym.
— W budżecie na 2026 r. na budownictwo mieszkaniowe zabezpieczono rekordowe 6,7 mld zł. Wraz z funduszami z KPO łączna kwota wsparcia wyniesie 8,7 mld zł. Pozwoli to sfinansować w 2026 r. budowę oraz remont 18 tys. mieszkań komunalnych i społecznych. Łącznie w latach 2024–26 ma to być 35 tys. lokali — mówi Andrzej Domański.
Kompleksowa oferta
Inwestycje mieszkaniowe mają być realizowane w ponad 900 lokalizacjach w Polsce.
— Rozwój budownictwa mieszkaniowego ma znaczenie nie tylko dla sektora budowlanego, ale także dla mobilności na rynku pracy oraz sytuacji demograficznej. Część pieniędzy zostanie przeznaczona również na budowę i modernizację akademików — mówi Andrzej Domański.
Tomasz Lewandowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, podkreśla, że rządowa strategia dla mieszkań jest kompleksowa.
— Kluczowe są też dostępne grunty. W tym zakresie kończymy prace nad ustawą, która zwiększy ich podaż — przede wszystkim gruntów należących do spółek skarbu państwa oraz Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Przywracamy bardzo ważną instytucję użytkowania wieczystego na cele mieszkaniowe, wprowadzamy korzystne parametry jego stosowania, a także poprawiamy dostępność użytkowania wieczystego dla społecznego budownictwa czynszowego. Dodatkowo zmodernizowaliśmy kluczowe instrumenty wspierające rozwój mieszkalnictwa, m.in. zintegrowane plany inwestycyjne, program Mieszkania za grunt i nowe instrumenty finansowe. Dzięki temu jeśli miasta będą ubiegać się o bezzwrotne granty na budowę nowych mieszkań, będą musiały wykazać, że np. w ramach programu Mieszkania za grunt pozyskały lokale z rynku. To stworzy dodatkową niezwykle ważną dźwignię zwiększającą podaż mieszkań — tłumaczy Tomasz Lewandowski.
Punkty do dopracowania
Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości, zwraca uwagę, że 6,7 mld zł, a wraz z KPO - 8,7 mld zł na mieszkalnictwo to potężne wsparcie, ale trzeba mieć świadomość, że będzie one wykorzystywane na bardzo różne cele, w tym remonty i budowę mieszkań komunalnych oraz społecznych (ponad 4 mld zł), termomodernizacje czy dopłaty do poprzednich programów mieszkaniowych, a nawet na zapomniane już nieco premie do książeczek mieszkaniowych.
- Wachlarz wydatków jest więc spory. Bez wątpienia imponujący jest rozwój budownictwa z preferencyjnymi stawkami czynszów oraz remonty istniejącego zasobu. Jeśli faktycznie na ten cel zostanie przeznaczone ponad 4 mld zł, co wystarczy na ok. 18 tys. mieszkań, to na mieszkanie wychodzi średnio ok. 200-250 tys. zł. To dużo, ale w sumie trudno się dziwić. W przeliczeniu na mieszkanie wychodzi nam znacznie wyższy koszt niż w przypadku programu dopłat do kredytów takich jak Rodzina na Swoim, Mieszkanie dla Młodych czy okryty złą sławą Bezpieczny Kredyt 2 proc. - mówi Bartosz Turek.
Zwraca jednocześnie uwagę, że w przypadku budowy mieszkań społecznych część wydanych pieniędzy wróci po latach do budżetu i będzie można je wykorzystać do realizacji kolejnych projektów.
- Po latach moglibyśmy doczekać się programu, który nie potrzebowałby już aż tak dużych zastrzyków budżetowych. Problem jednak w tym, że aby tak właśnie to działało, program budownictwa społecznego musiałby działać przez dekady, a nie tylko kilka-kilkanaście lat. To jest też chyba największy problem, że w Polsce polityka mieszkaniowa zmienia się szybciej niż skład parlamentu. W efekcie istnieje duże ryzyko, że zanim program budownictwa społecznego rozwinie się dostatecznie, to zostanie gruntownie zmodyfikowany lub co gorsza zlikwidowany - tłumaczy Bartosz Turek.
6,7 mld zł na mieszkalnictwo społeczne i komunalne w 2026 r. to kwota, która pozwala na wybudowanie ok. 20 tys. mieszkań. Uwzględniając koszty budowy, ceny gruntów oraz ewentualne podatki i inne wydatki, można przyjąć, że realny zakres inwestycji wyniesie 20-25 tys. mieszkań. W kontekście całkowitych potrzeb mieszkaniowych jest to jednak nadal kropla w morzu. Dla porównania deweloperzy budują rocznie około 120 tys. mieszkań - to znacznie większa liczba, choć warto pamiętać, że program budownictwa społecznego i komunalnego nie jest przewidziany do realizacji w ciągu jednego roku. To przedsięwzięcie długofalowe, rozpisane na lata, a nawet dekady. Z drugiej strony w stosunku do roku poprzedniego mamy do czynienia z wyraźnym wzrostem nakładów. Kwota 6,7 mld zł przekracza nawet pierwotne założenia ustawowe, więc kierunek finansowania jest właściwy. Gdzie potrzeby są największe? Przede wszystkim w tych regionach, gdzie grupa młodych osób nie posiada własnego mieszkania - zarówno singli, jak i rodzin z jednym dzieckiem planujących powiększenie rodziny. To właśnie ta grupa generuje największe zapotrzebowanie mieszkaniowe przy jednocześnie ograniczonej aktywności inwestycyjnej w sektorze prywatnym. W dużych miastach sytuacja wygląda nieco inaczej. Choć koszty zakupu mieszkań są wysokie, mieszkańcy mają do dyspozycji szeroki wachlarz rozwiązań - od drogiej i średniej klasy deweloperki przez mieszkania tańsze i lokalizacje poza centrum po rozbudowany rynek najmu prywatnego i PRS oraz formuły TBS realizowane przez miasto. Dodatkowo duża aglomeracja, jak Warszawa, oferuje dobrą komunikację i dostępność usług, co częściowo kompensuje brak własnego lokum.
