Rada Ministrów przyklepała projekt ustawy o rekapitalizacji instytucji finansowych. Mówiąc wprost – chodzi o możliwość przejmowania banków, które znalazły się w tarapatach. Przećwiczyli to już Irlandczycy i Brytyjczycy, którzy sukcesywnie nacjonalizują sektor bankowy. Z kolei Holendrzy, Belgowie, Niemcy i Austriacy wpompowali w branżę grube miliardy euro, żeby dokapitalizować swoje banki. Polski rząd nawet gdyby chciał nie mógłby tego zrobić, ponieważ w naszym prawie brakuje odpowiednich narzędzi. Już wkrótce dostanie je do ręki.
Projekt ustawy, o którym mowa przewiduje dwie metody wspierania banków: 1. poprzez gwarancję emisji papierów na podwyższenie kapitału, gdyby obecni lub nowi akcjonariusze nie chcieli jej objąć; 2. poprzez nacjonalizację banku, gdyby znalazł się na granicy wypłacalności.
- Ustawa stanowi część pakietu antykryzysowego. Ma epizodyczny ona charakter, gdyż jej byt jest ściśle określony. Projekt przewiduje, że będzie ona obowiązywała do końca tego roku z możliwością przedłużenia – wyjaśnia mecenas Jerzy Bańka ze Związku Banków Polskich.
Czy ustawa jest potrzebna, skoro branża od dawna powtarza, że sektor bankowy jest zdrowy? Mecenas Bańka uważa, że w polskim prawie brakowało instrumentów umożliwiających przeprowadzenie szybkiej akcji pomocowej dla banków.
- Obyśmy nie musieli nigdy korzystać z tej ustawy. Niemniej jest to środek, który trzeba mieć pod ręką – mówi Jerzy Bańka.