Rząd uroczyście wrócił z urlopu

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2002-08-14 00:00

Sporo zamieszania, i nic — tak Szekspir zatytułowałby zapewne wczorajsze wydarzenia związane z posiedzeniem rządu. Tak na prawdę jednak nie wiemy, czy jakiekolwiek zamieszanie miało miejsce. Czy po prostu nauczyliśmy się już interpretować fakty i zachowania polityków, którzy akurat w okresie wakacji wykazują się sporym poziomem dobrego samopoczucia. Ale do rzeczy.

Rząd miał się zająć kolejnym odcinkiem antykryzysowego programu Grzegorza Kołodki. I wszystko by było dobrze, gdyby nie okazało się, że autora słynnych już na cały świat pomysłów oddłużeniowych na posiedzeniu rządu nie ma. To jednak nie wszystko — w telegraficznym tempie rynek obiegła informacja, że mają nastąpić kolejne rekonstrukcje w rządzie. Złoty osłabł. I wszyscy czekali. Aż tu nagle, tradycyjnie z ponad piętnastominutowym opóźnieniem, po posiedzeniu rządu zamiast premiera czy ministra finansów pojawia się Jarosław Kalinowski, wicepremier i minister rolnictwa. I opowiada o nieziemskich wysiłkach rządu zmierzających do pomocy rolnikom. Sprawa jest niewątpliwie ważna, choćby z punktu widzenia notowań rządzącej koalicji. Ale nie na to wszyscy czekają.

Pojawia się jednak na konferencji drugi członek rządu — Marek Pol, wicepremier i minister infrastruktury. I opowiada o ułatwieniach w budowie autostrad. Też ważne, ale co z tego? Dobrze, że przynajmniej wicepremier Pol zdementował sprawę dymisji w rządzie. Choć było to raczej wyjaśnienie, że sprawami personalnymi zajmuje się premier Leszek Miller, który nie musi ani informować, ani zasięgać rady ministrów.

I tu pojawia się trzeci przedstawiciel najwyższej władzy wykonawczej, Jacek Piechota, minister gospodarki. Jak się okazało, w zastępstwie nieobecnego ministra finansów referujący kolejne pomysły Grzegorza Kołodki. Rząd chce firmy oddłużać, naprawiać, pożyczać i gwarantować. I nie wie, ile to podatników będzie kosztowało. Innymi słowy — nic nowego. Tylko po co to całe zamieszanie? I bez tego wiadomo, że rząd mamy liczny i płodny. Jak zresztą każdy...