Dziś rząd ma się zapoznać ze zmianami w podatkach, proponowanymi przez ministra finansów Grzegorza Kołodkę.
— Chcemy uprościć system podatkowy, obniżyć stawki, wyeliminować niepotrzebne ulgi i zwolnienia. Chodzi o to, by rozwijała się przedsiębiorczość, zwiększała się skłonność do oszczędzania i szybciej rósł PKB — zapewnia Grzegorz Kołodko.
Zaznaczył, że nie dziwi się niezadowoleniu przedsiębiorców w sytuacji, gdy „daniny na rzecz finansów publicznych są zapisane w ponad 50 ustawach i składają się z różnych pozycji, których resort naliczył 1200”.
— To trzeba wyczyścić, bo z tego może się zrobić stajnia Augiasza — twierdzi minister.
Wcześniej pojawiły się informacje, że w grę może wchodzić obniżenie najwyższych stawek podatku od osób fizycznych — z 40 do 38 i z 30 do 28 proc. Wojciech Morawski, wiceszef Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, jest przekonany, że do oczekiwanego przez MF ożywienia gospodarczego przyczyniłoby się zrównanie stawek PIT i CIT na poziomie 18 proc. przy zachowaniu zerowej stawki dla najmniej zarabiających.
— Nie chciałbym, żeby plany resortu skończyły się w ten sposób, że zostaną zlikwidowane ulgi i wprowadzone minimalne zmiany w stawkach podatkowych, bo to zwiększyłoby obciążenia — ostrzega.
Z kolei z kalkulacji przeprowadzonej przez Business Centre Club wynika, że gdyby została wprowadzona jedna, około 20-proc. stawka podatku od osób fizycznych z zerową stawką dla najmniej zarabiających i zostałyby zlikwidowane wszystkie ulgi, to po około dwóch latach wpływy do budżetu ukształtowałyby się na planowanym, tegorocznym poziomie.