Resort finansów upiera się przy restrykcjach finansowych
Samorządowcy niewiele wskórali. Ministerstwo chce ograniczyć deficyty gmin, powiatów i miast.
W środę wieczorem w Ministerstwie Finansów odbyła się kolejna konfrontacja rządu z samorządami w sprawie deficytu lokalnych władz. Jadąc na spotkanie, samorządowcy mieli nadzieję, że rząd wycofa się z pomysłu narzucenia im restrykcyjnych limitów w polityce finansowej. Nic z tego. Rząd zignorował argumenty samorządów i zostaje przy swoim.
Drobne ustępstwo
Jak informowaliśmy na początku lutego, resort przedstawił pomysł, zgodnie z którym deficyt w każdym samorządzie w Polsce nie będzie mógł przekraczać określonego limitu w stosunku do dochodów. W 2012 r. ten próg miałby wynosić 4 proc., w 2013 r. — 3 proc., w 2014 r. — 2 proc., a od 2015 r. miałby zostać na poziomie 1 proc. Propozycja oburzyła samorządowców, ponieważ wiele z nich — w tym większość dużych miast — ma deficyty na poziomie kilkunastu, a często nawet kilkudziesięciu proc.
— Ten pomysł jest zabójczy. Jeśli rząd go przeforsuje, będziemy wegetować zamiast się rozwijać — komentował Piotr Uszok, prezydent Katowic.
— To jest jakiś koszmar —wtórował mu Michał Zaleski, prezydent Torunia.
Przedstawione zasady były tak restrykcyjne, że po pierwszym spotkaniu samorządowcy traktowali je tylko jako punkt wyjścia w negocjacjach. Mieli nadzieję, że w czasie konsultacji uda się uzyskać kompromis. Okazuje się jednak, że przedstawiony pomysł to "propozycja nie do odrzucenia". Rząd nie zamierza ustępować samorządom.
— Na środowym spotkaniu żadne argumenty merytoryczne nie znalazły zrozumienia ze strony rządu. Nie usłyszeliśmy też pozytywnego przyjęcia naszych propozycji, by w zamian za ograniczenie deficytu umożliwić samorządom zwiększenie wpływów — mówi Danuta Kamińska, przewodnicząca komisji skarbników Unii Metropolii Polskich.
Jedyną, luźną, propozycją rządu było, by w 2012 r. podnieść limit z 4 do 5 proc. W kolejnych latach ścieżka zostałaby bez zmian.
— To jest żadne ustępstwo — mówi Danuta Kamińska.
Samorządy przekonują, że ograniczenie deficytu oznacza dla nich nic innego jak obcięcie inwestycji. W skali kraju oznacza to obcięcie nakładów o miliardy zł, co może przełożyć się na całą gospodarkę. Ponadto pożyczka zaciągana w ramach deficytu w całości przekazywana jest na wkład własny w inwestycjach unijnych.
Toruń nie rozumie
— Inwestycje w samorządach w ogromnej części finansowane są z funduszy unijnych. Jeśli będziemy z tych projektów rezygnować, nie wykorzystamy przysługujących Polsce dotacji. Nie rozumiem, dlaczego ministrowi finansów może na tym zależeć —denerwuje się Michał Zalewski, prezydent Torunia.
Magdalena Kobos, rzecznik resortu finansów, nie ukrywa, że celem resortu jest wypracowanie narzędzi ograniczających dynamikę zadłużania się jednostek samorządu terytorialnego.
— Nowe rozwiązania zostaną zaprezentowane po zakończeniu prac. Niestety, na obecnym etapie nie sposób mówić o szczegółach —twierdzi Magdalena Kobos.
45,46 mld zł
Tyle wyniosło zadłużenie samorządów na koniec III kw. 2010 r.
38,7 proc.
O tyle wzrosło w porównaniu z takim samym okresem 2009 r.