Dwa tygodnie temu 2 mld USD. Wczoraj 1,5
mld USD. To wynik emisji 10-letnich obligacji dolarowych przeprowadzonych
przez resort finansów. Pierwsza wzbudziła
ogromne kontrowersje. Polskie fundusze skarżyły się na łamach „Pulsu Biznesu”,
że resort finansów je dyskryminował przydzielając praktycznie całą emisję
zagranicznym. Argumenty z naszego artykułu trafiły do resortu.
- Tym razem emisja została przeprowadzona w dużo lepszy sposób. Wygląda na to, że redukcje były proporcjonalne i wszystkich obowiązywały takie same zasady – mówi Ryszard Trepczyński, wiceprezes Pioneer Pekao Investment Management.
Według naszych informacji inwestorzy złożyli zapisy na 5 mld USD, co oznacza
30 proc. redukcję.
Praktycznie wszyscy eksperci sugerowali też, że Polska
sprzedała obligacje za tanio. Warunki drugiej transzy były dokładnie takie same
– kupon wyniósł 6,4 proc., a spread 290 pkt.
- Rynek żyje swoim życiem. W chwili pierwszej emisji spread wynosił 290 pkt, teraz się zawęził o ok. 30 pkt. Cały czas jednak można mówić, że cena jest bardzo atrakcyjna dla kupujących, a z perspektywy budżetu obligacje sprzedawane są tanio – mówi anonimowo zarządzający.
- Obligacje emitowane były po 99,8 USD a obecnie na rynku wtórnym handluje się po 102. To dowód, że inwestorzy uznają je za bardzo atrakcyjne – dodaje inny zarządzający.
W poniedziałkowym „Parkiecie” Dominik Radziwiłł, wiceminister finansów bronił wyceny. Przekonywał, że parametry emisji były korzystne w odniesieniu do rynkowych wskaźników i innych emisji. Tymczasem pod koniec ubiegłego tygodnia emisję obligacji o wartości 1 mld EUR przeprowadziły Węgry, które jeszcze kilka miesięcy temu były w poważnych tarapatach. Wyemitowały pięcioletnie obligacje ze spreadem 395 pkt. Z uwagi na różny okres zapadalności i walutę tych dwóch emisji nie da się w prosty sposób porównać, ale wnioski wyciągnąć można.
- CDS (wskaźnik odzwierciedlający ryzyko niewypłacalności – przyp. red.) dla Polski wynosi ok. 160 pkt, a dla Węgier 320 pkt. Rating Polski to A-, a Węgier BBB. Polska powinna więc płacić za dług dużo mniej niż Węgry. Przy ostatnich emisjach tej różnicy nie widać – mówi jeden z zarządzających.
Według naszych informacji na zakupy obligacji nad Dunaj wybrali się polscy zarządzający potraktowani per noga przez resort Jacka Rostowskiego. 8 proc. węgierskich obligacji trafiło do instytucji z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym znacznej części polskich.