Kolor jako taki marką być nie może, jest już na ten temat utrwalone orzecznictwo. Chyba że w bardzo, ale to bardzo uzasadnionych wypadkach — jak to kiedyś zgrabnie ujął pewien skład orzekający: „Różowe trumny może jeszcze by przeszły, ale czerwone narzędzia elektryczne nie, stanowczo nie”. Niektórzy jednak twardo próbują.
Jakieś dwa i pół roku temu Naczelny Sąd Administracyjny w obecnej formie, jako sąd kasacyjny, istniał od dobrych 11 miesięcy: wystarczająco długo, żeby okrzepnąć, wystarczająco krótko, żeby pełnomocnicy jeszcze się nie nauczyli, jak taki sąd traktować. Na wokandzie znalazły się czekoladki Kinder firmy Ferrero: batoniki Kinder Bueno i jajka Kinder Niespodzianka. Gdyby chodziło o nazwy, pewnie nie byłoby problemu. Ale Ferrero chciało zastrzec charakterystyczne biało-pomarańczowe kolory opakowań.
Najpierw Urząd Patentowy uznał, że kolory nie są dokładnie opisane. Biel i oranż nie wystarczą, należałoby wprowadzić jakieś zestawienie ich proporcji. Ferrero, zamiast żmudnie liczyć procenty bieli w bieli, pobiegło do sądu. Sąd wojewódzki dołożył do uzasadnienia urzędu pogląd, że w marce musi występować jakiś element twórczy. Ferrero uznał, że oddzielenie bieli i oranżu falistą linią jest wystarczająco fantazyjne, i pobiegło do Naczelnego Sądu Administracyjnego. I może inaczej by się sprawa skończyła, gdyby pani rzecznik patentowy firmy bardziej się zajęła nauką, jak pisać kasacje, zamiast delikatnymi próbami przekupienia sądu.
Przyniosła torbę wyrobów swojego klienta w pomarańczowych opakowaniach i wykazywała, że na spawie są one białe, a białe od pomarańczowego oddziela, jak w opisie, linia. „Dziecko, widząc słodycze w torbie mamy, w lot chwyta, że na opakowaniach jest linia. Proszę, zostawiam próbki do dyspozycji sądu” — wdzięczyła się, a kiedy sąd odmówił i tak pozostawiła je na stole sędziowskim — „żeby były na oczach”, jak się wyraziła.
Spaw na oczach nie pomógł. Sąd kasację odrzucił z powodu błędów formalnych. Pani rzecznik napisała ją tak, jakby skarżyła się na decyzję Urzędu Patentowego, a nie na wyrok sądu pierwszej instancji. Coś jest w tych rzecznikach patentowych, że lubią słodycze. Niedawno pewien rzecznik też przyniósł do Naczelnego Sądu Administracyjnego batonik, konkurencyjnej zresztą firmy. Odpakował go. Batonik miał udowodnić, że nie tylko jego wygląd jest ważny, ale także wnętrze. „Pan coś za bardzo traktuje sąd jak swój folwark, czekoladki pan sobie podjada” — skomentował sąd. „Nie jadłem! Schowałem do kieszeni” — bronił się rzecznik. Sąd jego kasację oddalił. Zwrot kosztów prania kieszeni wymazanej czekoladą stronie przegranej nie przysługuje.
