Rzecznik wziął pod lupę toksyczne polisy

Aleksandra Wiktorow ostrzega klientów przed ubezpieczaniem sprzętu elektronicznego podczas zakupu, bo po szkodzie mogą zostać z niczym

Sprzedawcy namawiają klientów, żeby ubezpieczyli nowy telefon, komputer czy telewizor na wypadek zniszczenia. Tuż przed rozpoczęciem gorącego okresu przedświątecznego Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy, postanowiła przyjrzeć się zyskującym popularność polisom. Okazało się, że w segmencie ubezpieczeń elektroniki aż się roi od nieprawidłowości.

Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy
Wyświetl galerię [1/2]

Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy Marek Wiśniewski

Byle nie płacić

— Dlatego nie rekomendujemy zakupu tego rodzaju polis. Za wysoką składkę klient otrzymuje niewielką ochronę — mówi Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy. W jej ocenie, powodem fatalnej jakości takich ubezpieczeń są bardzo wysokie prowizje, które ubezpieczyciele płacą sprzedawcom, głównie sieciom handlowym i telekomom, sięgające nawet 80 proc. składki.

— Ubezpieczyciele robią wszystko, żeby nie wypłacać odszkodowania. Wysokie prowizje dla sprzedawców zjadają większość składki i dla klientów nie wystarcza pieniędzy — mówi Aleksander Daszewski, radca prawny w biurze rzecznika finansowego.

Z raportu rzecznika wynika, że ubezpieczyciele, żeby wykręcić się od odpowiedzialności,wykorzystują niejasne zapisy w umowach. Klientów chcących walczyć o swoje czeka wielomiesięczna droga przez mękę. Ponadto proces likwidacji szkody nie jest darmowy. Ubezpieczyciele przerzucają na klientów koszty kuriera, który odbiera uszkodzony sprzęt, i ekspertyzy. Robią to nawet wtedy, gdy… nie chcą wypłacić odszkodowania.

Byle wziąć swoje

Źle się dzieje także na etapie sprzedaży polis. Zdaniem Krystyny Krawczyk, dyrektora biura rzecznika finansowego, horrendalne prowizje pozbawiają sprzedawców skrupułów. Zdarza im się oszukiwać klientów, że dodatkowe ubezpieczenie jest obowiązkowe, a polisę przedstawiać jako gwarancję, choć w rzeczywistości nie ma z nią nic wspólnego. Ten mechanizm jest bardzo dobrze znany rzecznikowi finansowemu.

Jeszcze dwa lata temu był powodem licznych nieprawidłowości przy sprzedaży polis w okienkach banków. Problem narasta — świadczą o tym ujawnione przez rzecznika dane o skargach klientów na ubezpieczenia elektroniki. Jeszcze kilka lat temu było ich kilka, kilkanaście rocznie, tymczasem w 2015 r. wpłynęło ponad 500, a w tym roku rzecznik spodziewa się ponad sześciuset. To będzie już 5 proc. zażaleń, które napływają do biura rzecznika. Klienci najczęściej skarżą się na Ergo Hestię i Wartę. © Ⓟ

Ubezpieczyciele deklarują poprawę

Branża ubezpieczeniowa zareagowała na raport rzecznika finansowego tuż przed jego upublicznieniem. Wczoraj rano Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) poinformowała o przyjęciu projektu dobrych praktyk w zakresie ubezpieczeń elektroniki. Zasady mają obowiązywać od pierwszego kwartału przyszłego roku. PIU chce, by klienci otrzymali rzetelną informację o polisach chroniących sprzęt elektroniczny — postuluje m.in. unikanie porównywania do gwarancji i dostarczanie klientom ogólnych warunków ubezpieczenia.

— Naszą intencją jest, by każdy klient przy zakupie sprzętu miał świadomość ochrony ubezpieczeniowej i jej wartości — mówi Jan Grzegorz Prądzyński, szef PIU. Biuro rzecznika ubezpieczonych pozytywnie ocenia tę inicjatywę. Zwraca jednak uwagę, że nie dotyczy ona sedna problemu, czyli bardzo wysokich prowizji dla sprzedawców polis.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy