Rzeczywistość zapukała do bram Ministerstwa Finansów

Jacek Zalewski
opublikowano: 2001-08-07 00:00

Rzeczywistość zapukała do bram Ministerstwa Finansów

Co prawda GUS ogłosi dane o bezrobociu w lipcu dopiero po 20 sierpnia, ale bez obawy o wielki błąd możemy przewidzieć tę liczbę już dzisiaj. Obstawiamy osiągnięcie w lipcu 2001 r. przez stopę zarejestrowanego bezrobocia bariery 16 proc., nie notowanej w Polsce od roku 1994. Do wielkości policzalnej statystycznie należy dodać jeszcze 3-4 pkt procentowe bezrobocia nierejestrowanego.

Oszacowanie lipcowego bezrobocia nie jest wielką sztuką, jako że od początku roku systematycznie publikujemy wykres jego stopy w roku 2001, nałożony na wykresy z dwóch lat poprzednich. Krzywa bezrobocia okazuje się przesunięciem równoległym krzywej z poprzedniego roku — o mniej więcej 2 punkty procentowe. Dlatego linię wyrysowaną na cały rok 2001 wystarczy jedynie uzupełniać co miesiąc liczbą wyliczoną przez GUS. Już w styczniu widzieliśmy grudniową stopę bezrobocia na poziomie 17 proc.

Przez wiele miesięcy pozostawało niepojęte, czemu prawda o sytuacji na rynku pracy nie dociera do Ministerstwa Finansów. Stanowiąca jeden z filarów konstrukcji budżetu stopa bezrobocia 15,4 proc. (w grudniu 2001 r.) była założeniem wziętym z najwyższego sufitu. Albo resort opanowało nie poparte wiedzą chciejstwo, albo przeciwnie — istniało tam doskonałe rozeznanie o gospodarczych realiach, jednak musiało ono ustąpić przed wyższą potrzebą polityczną, czyli koniecznością przeforsowania budżetu 2001 za wszelką cenę. A przecież już styczniowe bezrobocie było pierwszym wskaźnikiem makroekonomicznym, który całkowicie obalił możliwość wykonania budżetu — zanim jeszcze ustawa została uchwalona!

Dlatego niemal ze wzruszeniem przyjęliśmy kilka dni temu informację, iż MF skorygowało do 17,3 proc. prognozę stopy zarejestrowanego bezrobocia w grudniu 2001 r. Jest to nawet więcej, niż przewidywał nasz czarny scenariusz z początku roku. Liczba osób oficjalnie pozostających w Polsce bez pracy może przekroczyć 3,1 mln. Ciekawe, czy ta straszna rzeczywistość zapukała do bram resortu po uchwaleniu przez parlament nowelizacji ustawy budżetowej, czy resort ocknął się po bardzo złym sygnale, jakim był wzrost bezrobocia w czerwcu? W poprzednich latach czerwiec trzymał się przecież na poziomie maja, a stopa ruszała w górę dopiero w lipcu.

Korekta prognozy jest ostatecznym dowodem klęski tak zwanej ofensywy przeciwko bezrobociu, proklamowanej przez premiera Jerzego Buzka 26 stycznia, na wielkiej naradzie z udziałem pracodawców. Już wtedy zapytywaliśmy (patrz wydzierka poniżej) „kiedy zarówno dotknięci bezrobociem, jak i środowiska przedsiębiorców mogą spodziewać się jakichkolwiek konkretów, oraz czy dowódcy mają odpowiednią armię, aby rozwinąć ofensywę”. Rząd przyjął jej harmonogram, ale natarcie załamało się w sejmowych głosowaniach, między innymi nad nowelizacją kodeksu pracy.

Ogólnopolska mapa bezrobocia od lat pozostaje bez zmian — najgorzej jest w województwie warmińsko-mazurskim (prawie 26 proc.), a najmniej narażone jest mazowieckie (12 proc.). Oczywiście średnie wskaźniki wielkich województw zaciemniają sytuację, dużo bardziej wiarygodna jest mapa powiatowa, a najbardziej gminna. Przykładem statystycznego zniekształcenia jest Mazowsze, mieszczące w sobie zarówno powiat szydłowiecki (30 proc.) jak i Warszawę (4 proc.).

Komfortowa sytuacja Warszawy stanowi zupełny wyjątek. Warto pamiętać, iż stolica daje pracę pewnej liczbie osób formalnie zamieszkujących dosłownie w całym kraju, w jakimś stopniu odciążając nawet odległe rynki pracy. Jednak powoli, ale systematycznie i nieubłaganie, problem bezrobocia wkracza także do Warszawy. Kilka dni temu prawda o jego gigantycznych rozmiarach przebiła się wreszcie do resortu finansów.