Branża mięsna chce stworzyć specjalny fundusz, który wesprze m.in. unijną pomoc na jej promocję.
Pieniądze są, ale by je uszczknąć, należy dołożyć do nich brakującą część. Chodzi oczywiście o unijne wsparcie, do którego trzeba pozyskać wkład krajowy, bo inaczej przepadnie. Sprawa dotyczy jednego z pilniejszych wyzwań, przed jakim stoi branża mięsna — promocji.
— Konkurencja nie śpi. Aby utrzymać pozycję w Unii i podbijać rynki dalekowschodnie, musimy zainwestować. Do tej pory lwią część środków kierowano na restrukturyzację. Czas najwyższy pomyśleć o promocji, w tym m.in. targach i wystawach — mówi Witold Choiński, prezes Polskiego Związku Producentów Eksporterów i Importerów Mięsa.
Branża mięsna chce, wzorem kolegów związanych z mleczarstwem, stworzyć specjalny fundusz. W najbliższych dniach projekt przedsięwzięcia ma trafić na biurko ministra rolnictwa.
— Proponujemy, by każda rzeźnia odprowadzała 0,30 zł od każdej ubitej sztuki świń i 1,20 zł od bydła. Charakter tej składki byłby obligatoryjny — wyjaśnia Witold Choiński.
Jego zdaniem, przy takim założeniu roczne wpływy do funduszu mogłyby sięgnąć 6-7 mld zł.
— Unia dofinansowuje projekty na promocję (ale nie wyrobów konkretnych firm) w 80 proc. Trzeba tylko przygotować dobry projekt — dodaje Witold Choiński.
Przedsiębiorcy trzymają kciuki za powodzenie przedsięwzięcia.
— To na tyle ciekawy projekt, że opłata będzie pobierana od wszystkich producentów sprawiedliwie, bo odpowiednio do ilości wprowadzanego na rynek towaru — podkreśla Maciej Duda, prezes koncernu Duda.