Rzymski okrągły stół oraz polskie wpadki

Mira Wszelaka
opublikowano: 2003-10-06 00:00

Uroczyste rozpoczęcie konferencji międzyrządowej nad traktatem konstytucyjnym dla Unii Europejskiej było wydarzeniem wyjątkowym. Powodem jest jednak nie tylko ranga spotkania, ale przede wszystkim zamieszanie wywołane przez szereg sprzecznych informacji, dezinformacji, zaskakujących decyzji, dyplomatycznych wpadek lub wręcz podejrzeń o prowokację.

Plan działania wydawał się niezwykle prosty. Polska delegacja, wyposażona w wytyczne Sejmu oraz wsparta duchowo wizytą u papieża, miała przedstawić na konferencji twarde stanowisko m.in. w obronie traktatu z Nicei, umieszczenia wartości chrześcijańskich w preambule traktatu oraz przyjęcia takich rozwiązań w polityce obrony i bezpieczeństwa, które nie konkurowałyby z NATO. Od początku plan ten zakłóciła nieobecność w składzie rządowej delegacji Danuty Hübner, ministra ds. europejskich. Domysły nad przyczynami zaskakującej absencji sięgały od wyczerpania po sejmowej debacie nad wotum nieufności, aż po roszady związane z wyścigiem do fotela polskiego komisarza UE.

Co ciekawsze, polska delegacja jeszcze nie postawiła nogi na włoskiej ziemi, a już w świat — dzięki zwierzeniom ministra Włodzimierza Cimoszewicza — popłynęła informacja o polskiej propozycji kompromisu w postaci klauzuli zawieszającej, czyli powrócenia do problemu Nicei w roku 2008 lub 2009. Informację tę, rzekomo źle zinterpretowaną, dość karkołomnie starano się wyprostować podczas całego rzymskiego spotkania. Nie obyło się jednak bez podejrzeń o kontrolowany przeciek, a nawet o zdradę pozycji negocjacyjnej.

Zawód spotkał nasze zuchy także podczas prezentacji propozycji zmian do projektu traktatu konstytucyjnego. W kwestii Nicei jednoznacznie poparła nas jedynie Hiszpania. Słowacja i Czechy, na które do końca liczyliśmy, nawet się nie zająknęły. Co zaś do zapisów o chrześcijaństwie, to nawet Włosi nie wykazują w tej sprawie entuzjazmu.

Jakby tego było mało, zaraz po sesji plenarnej wybuchła afera z odnalezionymi w Iraku przez polskich żołnierzy francuskimi rakietami, wyprodukowanymi rzekomo w roku 2003. Francuzi odczytali to jako prowokację i zamierzali przygotować protest. Zakończyło się tym, że podczas uroczystego obiadu, kiedy nasi dyplomaci mieli prowadzić rozmowy na temat Nicei, cała energia poszła na załagodzenie rakietowych kontrowersji.