"S&P500 może spaść o 24 proc., a euro do 1,20 USD"

MD
opublikowano: 2011-07-15 16:35

Stanie się tak, jeśli gospodarka USA nadal będzie spowalniać, a kryzys zadłużenia Europy jeszcze bardziej się pogłębi, przekonuje Raoul Pal, były zarządzający funduszu GLG Partners, obecnie autor raportu Global Macro Investor.

- Myślę, że z powodu nierozwiązywalności sytuacji w Europie jest prawdopodobne, że zobaczymy przyspieszone spowalnianie pod koniec lata – powiedział Paul, który w swojej karierze pracował m.in. dla Goldman Sachs i przewidział nadejście kryzysu finansowego 2008 roku. – Wszystko zależy od danych w USA, ale najbardziej prawdopodobne według mnie jest to, że wejdziemy w recesję – dodał.

Citigroup Economic Surprise Index, wskazujący skalę zaskoczenia pozytywnego lub negatywnego publikowanymi w USA raportami makro miał 3 czerwca najniższą wartość od stycznia 2009 roku. Pal przekonuje, że obecna sytuacja przypomina tą na początku 2008 roku, kiedy indeks ISM pokazujący aktywność przemysłu przetwórczego sięgał 51,1, aby do końca roku spaść do 33,3. Od początku 2008 roku do marca 2009 roku S&P 500 stracił 54 proc. W czerwcu indeks ISM wzrósł do 55,3 i był to jego pierwszy wzrost w okresie czterech miesięcy. Osłabiło to obawy, że gospodarka USA wkrótce zacznie spowalniać. Pal uważa jednak, że S&P500 może spaść do 1000 pkt na koniec 2011 roku. Nie wyklucza jednak, że w przypadku poprawy danych w USA rynek akcji może rosnąć, jak to miało miejsce latem ubiegłego roku. W przypadku pary euro-dolar spodziewa się spadku wspólnej europejskiej waluty do 1,20 USD z ok. 1,40 obecnie. Powodem ma być pogłębienie się kryzysu zadłużenia w Europie oraz sytuacja „techniczna” rynku. Po krótkim korekcyjnym odbiciu euro w górę ostatecznie jego notowania wobec dolara mają pójść mocno w dół, mocno poniżej parytetu. Pal twierdzi, że oszczędności podjęte przez europejskie rządy, które miały przynieść spadek rentowności obligacji, utrudnią im obniżanie deficytów budżetowych. 

- Redukcja decficytu w spowalniającej gospodarce jest niemożliwa – napisał. – Tworzy się błędne koło. Opóźnianie nieuniknionego bankructwa Grecji, to w rzeczywistości czynienie sytuacji tego kraju znacznie gorszą – dodał.

Pal podkreśla, że problemy europejskiego systemu bankowego i rynku nieruchomości są szczególnie widoczne na wybrzeżu Hiszpanii, gdzie obecnie mieszka. 

- Sytuacja na rynku nieruchomości jest wciąż fatalna – powiedział. – Nieruchomości niemieszkaniowe sprzedawane są z 40-50 proc. dyskontem. Mieszkania nie sprzedają się po żadnej cenie – dodał. 

Pal uważa, że “Grecja to Bear Stearns, a Hiszpania to Lehman Brothers”.

Bankructwo Lehman Brothers we wrześniu 2008 roku było największym w historii USA. Doszło do niego cztery miesiące po tym, jak Bear Stearns został uratowany przez fuzję. Po upadku Lehman Brothers nastąpił 43 proc. spadek S&P500.
- Kiedy przyjdzie czas na Hiszpanię, myślę, że potem nastąpi seria bankructw innych państw – powiedział Pal.

MD, Bloomberg