Są nowe zarzuty wobec Władysława J.

Dawid Tokarz
opublikowano: 02-11-2009, 00:00

Zdaniem prokuratury,

Na działaniach byłego

szefa PZU miał stracić

aż 34 mln EUR

Zdaniem prokuratury,

Władysław J. transferował

pieniądze z PZU do rajów

podatkowych. On sam

zaprzecza.

Zaskakujący zwrot w wielkim śledztwie w sprawie tzw. tajnych kont byłych szefów PZU. Udało nam się dowiedzieć, że Władysław J., prezes giganta w latach 1998-2000, usłyszał zarzut wyrządzenia spółce szkód wartych 34 mln EUR.

— Chodzi o zawarcie od marca 1998 r. do kwietnia 1999 r. niekorzystnych umów reasekuracyjnych. Władysław J. działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej poprzez uzyskanie na rachunki spółek z rajów podatkowych, których był udziałowcem, części prowizji przypadającej brokerowi reasekuracyjnemu — mówi Szymon Liszewski, naczelnik wydziału ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.

Papiery z Jersey

Śledczy zarzut oparli na dokumentach przekazanych przez władze wyspy Jersey. W 2004 r. "Rzeczpospolita" napisała, że na tajnych kontach w tym europejskim raju podatkowym milionowe fortuny mieli zgromadzić kolejni szefowie PZU: Krzysztof Jarmuszczak (1990--93), Roman Fulneczek (1993--96) i Władysław J. (1998- -2000) oraz były szef PZU Życie Grzegorz Wieczerzak (wszyscy zaprzeczali i odmawiali dalszych komentarzy). Pieniądze miały pochodzić m.in. z "prowizji" za zawarcie kontraktów z brytyjskim brokerem ubezpieczeniowym Robertem Browne'em, a w podejrzanych transakcjach miała pośredniczyć firma Warren Trustees Group zarządzająca tzw. dyskretnymi funduszami powierniczymi.

Prokuratorzy nie chcą powiedzieć, czy w śledztwie pojawią się kolejni podejrzani. Przyznają jednak, że części bardzo obszernych materiałów uzyskanych z Jersey jeszcze nie przetłumaczono.

Tajne konta? Bzdura!

Pięć lat temu, kiedy wybuchła afera, Władysław J. mówił, że informacje "Rzeczpospolitej" to kompletna bzdura i że nigdy nie miał żadnych kont na wyspie Jersey.

— Z merytorycznego punktu widzenia sprawa jest tak kuriozalna, że nie wymaga komentarza — dodaje dzisiaj były szef PZU.

I zwraca uwagę, że zarzut postawiono mu krótko przed wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który w połowie września uznał, że były szef PZU za długo (ponad dwa lata) przebywał w areszcie tymczasowym. Werdykt był pyrrusowym zwycięstwem Władysława J., bo trybunał przyznał mu 1,5 tys. EUR odszkodowania, a nie żądane 5,6 mln EUR. Ze względów formalnych nie rozpatrzył też wniosku b. szefa PZU o uznanie za zbyt przewlekły procesu, w którym oskarżony jest o narażenie firmy na ponad 10 mln zł strat (chodzi o kupowanie nieruchomości po rzekomo zawyżonych cenach).

Po cichu i bez kaucji

Ta sprawa trwa już 5,5 roku i wciąż nie widać jej końca. Tymczasem kilka innych śledztw dotyczących działań Władysława J. jako prezesa PZU zostało już prawomocnie umorzonych. Białą flagę prokuratura wywiesiła też w wielkim postępowaniu w sprawie rzekomych nieprawidłowości w Totalizatorze Sportowym (TS). Choć przez kilka lat utrzymywała, że kadencja Władysława J. przyniosła TS około 50 mln zł strat, ostatecznie uznała, że żadnego przestępstwa nie popełnił.

Te bolesne porażki mogą tłumaczyć to, że śledczy nie poinformowali mediów o przedstawieniu Władysławowi J. zarzutu dotyczącego nielegalnych prowizji, choć według naszych informacji doszło do tego ponad pół roku temu. Jak i to, że nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych, np. poręczenia majątkowego. Sprawa, gdzie rzekomo wyrządzona szkoda sięga wielkich kwot (34 mln EUR), to ewenement mogący świadczyć o braku pewności prokuratury co do utrzymania się zarzutu przed sądem.

Styczeń 1998 r.

Za rządów koalicji AWS i UW Władysław J. zostaje prezesem PZU. I krok po kroku zdobywa coraz większe wpływy na rynku kapitałowym oraz w świecie polityki. Na początku 2000 r. zostaje jednak odwołany.

Kwiecień 2000 r.

Dzięki znajomościom z prominentnymi politykami rządzącej prawicy przesiada się na fotel prezesa Totalizatora Sportowego (TS). Znów budzi kontrowersje — tak duże, że w marcu 2001 r. musi odejść.

Maj 2002 r.

Zostaje aresztowany. Zarzut? Kupowanie nieruchomości po zawyżonych cenach, co miało narazić PZU na ponad 10 mln zł strat. Rok później akt oskarżenia przeciw byłemu prezesowi trafia do sądu.

Luty 2003 r.

Prokuratura stawia mu kolejne zarzuty. Tym razem chodzi o wyrządzenie wielkich szkód (około 50 mln zł) w TS.

Kwiecień 2004 r.

Start jego procesu w sprawie nieprawidłowości w PZU. Drugi, dotyczący działania na szkodę TS, kończy się w styczniu 2006 r. porażką prokuratury: sąd zwraca jej akt oskarżenia do poprawki.

Czerwiec 2008 r.

Po 2,5 roku śledczy ostatecznie uznają, że Władysław J. nie dopuścił się w TS żadnego przestępstwa. Kilka śledztw dotyczących jego działań w PZU także zostaje umorzonych.

Listopad 2009 r.

Po blisko dwóch latach przerwy (tyle sąd czekał na wydanie opinii biegłych) na nowo ruszy proces w sprawie kupowania przez byłego szefa PZU nieruchomości po zawyżonych cenach.

Po wyjściu z aresztu Władysław J. zajął się interesami. Zaczął od kupna w połowie 2005 r. 37 proc. akcji internetowej porównywarki cen Ceneo. Za pakiet zapłacił 185 tys. zł, by po 1,5 roku sprzedać go za ponad 2 mln zł. Liczy, że podobny sukces da mu inwestycja w portal Ipolisa.pl, na którym można porównać oferty towarzystw ubezpieczeniowych (objął w nim połowę udziałów).

Były szef PZU i Totalizatora Sportowego jest też udziałowcem spółek budowlanych Net-Bud i Zdrojowe Wzgórza oraz szefem Pernetu, zajmującego się nieruchomościami i doradztwem inwestycyjnym. Niepowodzeniem zakończyła się jego inwestycja w spółkę Eksperci24, prowadzącą infolinię umożliwiającą płatny kontakt z ekspertami z różnych dziedzin, oraz zakup udziałów we wrocławskim multiagencie ubezpieczeniowym Poli-Net.

Dawid

Tokarz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu