Są pieniądze, są chętni

opublikowano: 18-02-2018, 22:00

Styczniowe dane z rynku pracy trzeba interpretować z należytą starannością. Bez tego umknie nam siła, jaka w nich drzemie

Z najnowszych danych GUS wynika, że w styczniu pracownik sektora przedsiębiorstw zarobił średnio 4588,58 zł. W porównaniu z grudniem, gdy płace od bariery 5000 zł (wciąż niepokonanej) dzieliło niecałe 30 zł, wynik z początku tego roku wygląda dość mizernie. To jednak „złudzenie optyczne” i — co ważne — nie tylko dlatego, że grudniowy wynik podkręciły premie i dodatki wypłacane pod koniec roku. Styczniowe dane to kolejny dowód na to, że presja płacowa poczyna sobie u nas coraz śmielej.

Rosną pensje…

Nominalna roczna dynamika wynagrodzeń w styczniu wyniosła 7,3 proc. To dokładnie tyle samo co w grudniu, ale wyraźnie więcej, niż oczekiwali ekonomiści — rynkowy konsensus sugerował wzrost o 6,9 proc. Za obniżeniem poprzeczki przemawiało kilka czynników. „(…) ustąpienie efektu związanego z wypłatą zmiennych składników wynagrodzenia w górnictwie, mniejsza niż przed rokiem podwyżka płacy minimalnej (w 2017 r. podniesiono ją o 8,1 proc., podczas gdy w 2018 r. wzrosła ona o 5 proc.) i rewizja próby przedsiębiorstw, sprzyjająca obniżeniu średniego wynagrodzenia w sektorze” — wylicza Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Płace jednak z taryfy ulgowej nie skorzystały. „Dzisiejsze dane interpretujemy zatem jako kolejne potwierdzenie narastania presji płacowej w gospodarce” — dodaje Jakub Borowski.

...podaż pracy…

Dane z sektora przedsiębiorstw dotyczą podmiotów zatrudniających co najmniej 10 osób. Ta informacja nabiera szczególnego znaczenia przy interpretacji styczniowych danych — nie tylko dotyczących płac, ale też (a nawet przede wszystkim) zatrudnienia, bo z początkiem roku baza firm, które monitoruje GUS, się zmienia. Część mikroprzedsiębiorstw, którym w poprzednim roku udaje się zwiększyć liczbę pracowników do co najmniej 10, w następnym „przeskakuje” do grup, które są już pod lupą GUS. Ekonomista Credit Agricole zwraca jednak uwagę na to, że w styczniu 2018 r. skala rewizji była niższa niż zeszłoroczna (tamta jest najwyższą w historii). A to — jak podkreśla — oddziaływało w kierunku zmniejszenia rocznej dynamiki zatrudnienia w tym roku.

Mimo takich „przeciwności losu” statystyki wypadły wyjątkowo korzystnie. Zatrudnienie wzrosło o 3,8 proc. r/r, czyli o 0,4 pkt. proc. mocniej, niż oczekiwali eksperci. Ponadto, tegoroczny przyrost liczby pracowników w okresie grudzień — styczeń był wyjątkowo duży. „W ujęciu m/m zatrudnienie wzrosło o 122 tys., tj. o 2 proc. Na początku 2017 r. wzrost m/m w styczniu był jeszcze mocniejszy (161 tys., 2,8 proc.), ale poprzednich tak silnych odczytów za pierwszy miesiąc roku trzeba by szukać w 2011 r.” — komentują ekonomiści z BZ WBK.

…i popyt na nią

Przyrost zatrudnienia robi wrażenie szczególnie w kontekście obecnej sytuacji na rynku pracy, ale nie oznacza, że problem z obsadzeniem wolnych stanowisk został rozwiązany. „Indeks oczekiwań zatrudnienia ESI, który uznajemy za wskaźnik popytu na pracę, jest na najwyższym poziomie od 8-9 lat dla prawie wszystkich sektorów objętych badaniem” — podkreśla zespół BZ WBK. O tym, że w 2018 r. wkroczyliśmy z silnym popytem na pracę, świadczą także dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej — w styczniu pracodawcy zgłosili do urzędów pracy 144,5 tys. ofert, a więc o 47,3 tys. więcej niż w grudniu i o blisko 18 proc. więcej niż rok temu.

— To pokazuje, jak wiele firm realizuje nowe rekrutacje, choć w coraz większej liczbie przypadków pojawiają się trudności z obsadzeniem stanowisk. Przykładem może być sektor budowlany, w którym w 2017 r. liczba wakatów wzrosła ponaddwukrotnie — mówi Andrzej Kubisiak, dyrektor ds. analiz w Work Service’ie.

Niesymetryczne niedopasowanie

Więcej zawodów deficytowych i mniej nadwyżkowych — tak zmieni się krajobraz rynku pracy w tym roku, jeżeli bazować na wynikach najnowszej edycji Barometru zawodów. To oznacza, że wzrośnie udział profesji, w których nie powinno być trudności ze znalezieniem pracy, bo jest niedobór pracowników (m.in. branże budowlana i transportowo-spedycyjna), a spadnie udział tych, w których chętnych będzie za dużo (m.in. ekonomistów, pedagogów, filozofów).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Są pieniądze, są chętni