Sąd: Oleksy „kłamcą lustracyjnym”

opublikowano: 2004-12-22 18:49

Józef Oleksy zataił współpracę ze służbami specjalnymi PRL - orzekł w środę Sąd Lustracyjny. Uznał on, że w latach 1970-1978 obecny marszałek Sejmu był tajnym i świadomym agentem Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego WP (AWO). Głęboko nie zgadzam się z orzeczeniem i niezwłocznie je zaskarżę - zapowiada Oleksy. Sprawę nazywa farsą; mówi o jej "podtekście politycznym".

Osoba uznana przez sąd obu instancji i przez SN za "kłamcę lustracyjnego" nie może przez 10 lat pełnić funkcji publicznych, m.in. parlamentarzysty. Wyrok jest nieprawomocny i można się od niego odwołać do Sądu Lustracyjnego II instancji. Cała procedura, wraz ze spodziewanym odwołaniem strony przegranej do Sądu Najwyższego, może trwać jeszcze wiele miesięcy.

To jedno z najdłużej trwających postępowań lustracyjnych - trwa już 5 lat. Sąd, w ponownym procesie, już po raz drugi orzekł - na wniosek Rzecznika Interesu Publicznego Bogusława Nizieńskiego - że Oleksy zataił w swym oświadczeniu lustracyjnym, iż był tajnym i świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL.

W środę skład sędziowski podzielił ustalenia sądu I instancji, który w 2000 r. uznał, że Oleksy skłamał, iż nie był współpracownikiem wywiadu wojskowego. W środę sąd jednak po raz pierwszy ujawnił, że Oleksy współpracował z AWO - tajną jeszcze do tego roku specjalną jednostką wywiadowczą WP (jej istnienie ujawnił dopiero latem tygodnik "Newsweek").

Jak podał w ustnym uzasadnieniu orzeczenia sędzia Rafał Kaniok, w 1969 r. AWO wytypował Oleksego (wtedy pracownika naukowego SGPiS) jako kandydata na wywiadowcę. Oleksy zgodził się na przeszkolenie w "specjalnych jednostkach rozpoznawczych WP" i zobowiązał się do zachowania w tajemnicy tych kontaktów. W latach 1970-1974 odbył kilkadziesiąt spotkań z prowadzącymi go oficerami AWO - w lokalach gastronomicznych i tzw. kontaktowych.

Sąd ustalił, że w 1973 r. Oleksy przeszedł stacjonarne szkolenie wywiadowcze AWO. Według sądu, samo takie przeszkolenie nie musi być ujawniane w oświadczeniu, ale "rzecz się ma inaczej, gdy ktoś wchodzi w rolę tajnego współpracownika tej jednostki".

Zdaniem sądu, po szkoleniu współpraca z AWO nasiliła się. Według sądu, Oleksy przekazywał, m.in. pisemnie, nazwiska kandydatów na wywiadowców, dane osób z zagranicy, z którymi się kontaktował, opracowanie o wymianie naukowej z zagranicą i opis swego wyjazdu do Francji. Według sądu, najwięcej informacji - gromadzonych w "teczce pracy" - dostarczał ze swych pobytów na Zachodzie; jest kilkanaście sprawozdań tego typu. Zachowała się też teczka personalna Oleksego - ujawnił sąd.

Sąd ustalił, że dwa razy był on wynagradzany - raz kwotą 2 tys. zł, a raz - 1,5 tys zł, co pokwitował pseudonimem (sąd go nie ujawnił). Według sądu, "działalność informacyjna" Oleksego na rzecz AWO trwała do końca 1974 r. W 1978 r. AWO zaproponował mu przekwalifikowanie do innej struktury wywiadowczej, jednak Oleksy tej propozycji nie przyjął, argumentując, że informacje o jego współpracy z wywiadem wojskowym "wydostają się na zewnątrz", wobec czego AWO zrezygnowała ze współpracy z nim.

Rozpatrując sprawę po raz drugi, sąd miał do rozpoznania wątpliwość, sformułowaną przez wyższą instancję, która nakazała w 2001 r. powtórzyć proces w I instancji: czy AWO można uznać za tzw. ogniwo operacyjne służb specjalnych PRL, czyli organ, z którym współpraca podlega lustracji. Sąd uznał, że AWO spełnia te kryteria, mimo że przez krótki czas znajdował się w innym pionie sztabowej struktury. Zasadniczo jednak AWO było ogniwem operacyjnym II Zarządu Sztabu Generalnego (czyli wywiadu) WP.

Jeszcze przed wyrokiem Nizieński mówił dziennikarzom, że AWO była to zakonspirowana, elitarna struktura, w której zwerbowani wywiadowcy "realizowali zadania wyznaczane zarówno na czas wojny, jak i na czas pokoju". Według Nizieńskiego, nie była zbyt liczna, a trafiali do niej ludzie "wszechstronnie sprawdzeni ideowo".

Sąd rozstrzygnął, że Oleksy składając oświadczenie, w którym zaprzeczył związkom ze specsłużbami PRL, nie działał w wyniku błędu (co mogło być podstawą do niekwestionowania jego oświadczenia). O błędzie jednak nie może być mowy - sąd uznał, że Oleksy świadomie współpracował z AWO, tajną strukturą operacyjną, więc pomijając to w oświadczeniu, świadomie skłamał. Sąd uznał za nieprawdopodobne, by Oleksy nie wiedział, z kim współpracuje.

Sąd odrzucił też tezę obrony, że Oleksego tłumaczy to, że zwracał się w latach 90. do szefa MON Stanisława Dobrzańskiego, czy powinien ujawnić szkolenie w AWO. Dobrzański oddał sprawę ówczesnemu szefowi Wojskowych Służb Informacyjnych adm. Kazimierzowi Głowackiemu, który stwierdził, że nie można uznać, że Oleksy współpracował z wywiadem. Sąd zwrócił uwagę, że nie można się jednak powoływać na opinię MON, bo Oleksy nie przedstawił wtedy resortowi "całokształtu swej działalności".

Za nierealne sąd uznał, by - jak twierdziła obrona - oficerowie AWO fałszowali teczkę Oleksego "niezależnie od siebie, na przestrzeni wielu lat, tak by mu przypisać współpracę". Ogólnie linię obrony sad uznał za niekonsekwentną. W porównaniu z pierwszym procesem sąd dopuścił, na żądanie stron, wiele nowych dowodów, co wydłużyło postępowanie, ale pozwoliło stwierdzić, że dowody te "nie budzą wątpliwości" co do współpracy Oleksego.

Oleksy przyjął wyrok spokojnie. Gdy sąd wychodził, zwrócił się jednak z pretensją do siedzącego naprzeciw Nizieńskiego, ale nikt nie słyszał słów.

Zaraz po ogłoszeniu wyroku, stojąc pośrodku sali sądu, oświadczył: "To jest farsa. Wszystko, co zostało tu powiedziane, jest politycznym zwycięstwem Bogusława Nizieńskiego; zostały bowiem powtórzone w 90 proc. sformułowanie pana Nizieńskiego sprzed 5 lat. Jeśli to jest wymiar sprawiedliwości, to ja mam inne o nim wyobrażenie".

"Zamówienie polityczne i podtekst polityczny jest aż nadto w tym wszystkim wyraźny. Są chwile, kiedy czuję się bezradny" - dodał Oleksy. Zapowiedział, że będzie się domagał ujawnienia akt całej swej sprawy, "bo świetnie się oskarża, wiedząc, że ma się wszystko tajne, a interpretacja należy tylko do jednej osoby".

"Dawno podejrzewałem z różnych przecieków, że celem tego postępowania jest tylko skazanie" - powiedział. "Ubolewam, że sąd nie potrafił rozróżnić struktur i służby wojskowej żołnierza, 30 lat temu skierowanego do specjalnej służby na wypadek wojny, od lustracji potępianej społecznie, która jest donosicielstwem, agenturalnością, szkodzeniem innym" - powiedział.

"Oto zostałem zakwalifikowany do tej samej grupy osób, o której państwo będziecie mówić: +kłamca lustracyjny+ czy +agent+ i +donosiciel+. To mnie poniża. Czuję się upokorzony takim sposobem postępowania" - oświadczył Oleksy. Wspomniał o "gorliwości, jaką pan rzecznik Nizieński wykazywał w nienawistnym eliminowaniu wszystkiego, co mogło być na korzyść". "Wieje grozą, jak będzie wyglądać rząd w Polsce i władza w Polsce, jeśli tacy ludzie, o tej orientacji i mściwości i w tym nieposzanowaniu faktów i rzeczywistego wyrazy spraw historycznych, będą decydować o losie ludzi".

Oleksy twierdzi, że te słowa to nie atak na sąd, ale tylko "jego opinia". "Mam prawo uważać, że nie było to obiektywne" - dodał.

Powiedział, że nie tylko nie był tajnym współpracownikiem AWO, ale też nigdy nie podpisywał zobowiązania do takiej współpracy, a tylko zobowiązanie do zachowania tajemnicy. "Nigdzie nie znajdziecie dowodu na to, że jakaś teczka pracy jest tu legalnie prowadzona, bo jest to zlepek kilku papierków zebranych z uczelni, z której w jakiejś fazie fałszowana tych teczek, ktoś zrobił tzw. teczkę pracy" - dodał.

Przyznał zaś, że odbył przeszkolenie do działania na zapleczu wroga na wypadek wojny. "Jak miałem być szkolony? Miano mnie uczyć przemówień na kursach? Uczono mnie całej techniki poruszania się na froncie. I cóż w tym sensacyjnego?" - pytał. Przyznał, że raz pokwitował "nagrodę za dobre opracowanie analityczne po kursie i nie widzę w tym nic zdrożnego".

Według Oleksego, sąd zlekceważył "bogate argumenty i dowody" świadczące na jego korzyść. Odnosząc się do słów, że dostarczał informacje AWO, Oleksy ujawnił, że raz "wymieniłem nazwisko sekretarza PZPR na moim wydziale na uczelni i to jest przez 5 lat koronny dowód dla pana Nizieńskiego, że wskazywałem osoby w ramach działalności typowniczo-werbunkowej. Śmieszne? Ale i groźne".

Powtórzył, że Dobrzański oficjalnie napisał mu, że nie musi ujawniać swego szkolenia w oświadczeniu lustracyjnym, a to samo usłyszał w ubiegłym roku od obecnego szefa MON."I cóż to oznacza? Nic" - dodał. Powtórzył, że nie wiedział, że AWO był formacją operacyjną. "AWO to był oddział przyjęty we wszystkich armiach Układu Warszawskiego, w okresie zimnej wojny uzupełniający rozpoznanie frontowe" - powiedział.

"W żadnym przypadku nie zamierzam zrezygnować z funkcji marszałka" - zapowiedział Oleksy. "Dałbym tylko dowód, że wszystko, co tu powiedziano, jest zgodne z prawda, a jest niezgodne z prawdą" - oświadczył. Wierzy on, że II instancja "orzeknie prawdę", a "niesprawiedliwość zostanie naprawiona".

Orzeczenie, że Józef Oleksy jest "kłamcą lustracyjnym" jest sprawiedliwe; "tak po prostu było" - oświadczył po wyroku Nizieński, który wnosił o wydanie takiego orzeczenia. "Dużo pracy włożyłem. Chciałem, żeby prawda zatriumfowała i w moim przekonaniu ten wyrok oddaje prawdę. Bo tak było jak sąd orzekł i jak sąd to tutaj uzasadnił" - dodał rzecznik.

Spytany przez PAP, czy jego następcy będzie łatwo bronić orzeczenia w II instancji, (z nowym rokiem Nizieńskiego zastąpi sędzia Włodzimierz Olszewski), Nizieński odparł: "Pewnie że nie będzie łatwo", ale dodał, że tym razem sytuacja będzie inna, bo wątpliwości, jakie pojawiły się po pierwszym procesie, w postępowaniu właśnie zakończonym "zostały rozebrane na czynniki pierwsze".

Mówiąc o tezie obrony, że teczkę Oleksego sfałszowano, Nizieński odparł: "A skąd! Wprowadzono do teczki dwa nowe dokumenty, ale w dwa lata po zlikwidowaniu sprawy. Dwa nowe, gdzie organ bezpieczeństwa państwa odpowiada na zapytanie innego organu bezpieczeństwa państwa na temat danej osoby. To to jest fałszerstwo? Mieli to spalić? Nie, doszyli do tej teczki. A jeśli doszyli, to musieli zerwać pieczęć i nałożyć nową. Taka praktyka do końca była w tych sprawach".

Odnosząc się do słów Oleksego o podtekście politycznym sprawy, Nizieński podniesionym głosem odparł: "W III RP sądy nie wydają wyroków politycznych, w przeciwieństwie do PRL". Nizieński podkreślił jednocześnie, że zauważył, iż Oleksy nie wstał, gdy sąd opuszczał salę rozpraw, co - zdaniem rzecznika - "świadczy o szacunku pana Oleksego dla prawa".