Samoloty w prawnej dziurze

opublikowano: 26-03-2013, 00:00

Przez półtora roku urzędnicy nie wydali istotnych rozporządzeń. Legislacyjna pustka powoduje turbulencje w branży lotniczej.

Poniedziałek, 18 marca na polskim niebie był dniem jak co dzień. Jednak na ziemi polski biznes lotniczy wpadł w turbulencje. Tego dnia okazało się, że w części przepisów dotyczących ruchu lotniczego jest dziura — w miejsce starych wygasłych właśnie rozporządzeń nie pojawiły się nowe, chociaż politycy i urzędnicy mieli na ich przygotowanie półtora roku.

— Po 18 marca złożyliśmy do Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) wnioski o zmianę certyfikatów związaną z rozszerzeniem floty i dostaliśmy odpowiedź, że nastąpi opóźnienie, ponieważ wygasła podstawa prawna do wydania decyzji.

Przy takiej interpretacji ULC niemal traci rację bytu, bo działalność podmiotów lotniczych jest z definicji w bardzo ścisły sposób certyfikowana. Na szczęście, naszą drobną sprawę ULC zdołał załatwić, opierając się wyłącznie na kodeksie postępowania administracyjnego, ale np. otwarcie nowej firmy lotniczej nie jest teraz w Polsce możliwe — tłumaczy Jakub Benke, prezes Blue Jet, mającego we flocie kilka maszyn wartych dziesiątki milionów dolarów, kontrolowanego m.in. przez Zygmunta Solorza-Żaka.

W podobnej sytuacji jak Blue Jet znaleźli się inni przewoźnicy czy firmy z obsługi naziemnej. A dla przeżywającej dekoniunkturę branży każdy dzień zwłoki w postępowaniu administracyjnym ma słoną cenę. Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, odpowiedzialne za przygotowanie nowych rozporządzeń, twierdzi jednak, że… nic się nie stało.

— Podstawowe znaczenie dla funkcjonowania lotnictwa cywilnego mają przepisy rozporządzeń Unii Europejskiej. Prace nad projektem rozporządzenia zostały już zakończone i zostanie ono podpisane w najbliższym czasie. Jeśli chodzi o wnioski składane po 18 marca, proces certyfikacji jest długotrwały i niedogodności w prowadzeniu działalności gospodarczej nie powinny wystąpić — twierdzi Mikołaj Karpiński, rzecznik ministerstwa.

Resort uchyla się od odpowiedzi, dlaczego powstała dziura w przepisach i kto za nią odpowiada. ULC przyznaje jednak, że problem z wygasłym rozporządzeniemnie jest czysto teoretyczny.

— Rozporządzenie to co do zasady określało tryb i sposób prowadzenia procesów certyfikacji. Brak przepisów krajowych w tym zakresie może spowodować jedynie pewne niedogodności praktyczne. W konsekwencji zagrożeniem w okresie przejściowym będzie opóźnienie w zakończeniu toczących się postępowań administracyjnych, związanych z procesami certyfikacji — uważa Marta Chylińska, rzecznik ULC.

Katarzyna Urbańska, dyrektor Departamentu Prawnego PKPP Lewiatan, podkreśla, że luka w przepisach to efekt bałaganu panującego w administracji i jednocześnie bardzo niepokojące zjawisko. — To nie powinno się zdarzać, bo obniża się, i tak nadwątlona, wiarygodność państwa w oczach obywateli i biznesu. Jak prowadzić działalność, skoro nie ma przepisów? — komentuje Katarzyna Urbańska.

Podkreśla, że ci, którzy wskutek zaniechania ministerstwa ponieśli realne szkody, mogą domagać się odszkodowania od skarbu państwa i pociągnięcia do odpowiedzialności urzędników.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu