Przedsiębiorcy sprzeciwiają się podwyżkom akcyzy.
Ich tajną bronią w walce z fiskusem ma być… partia Andrzeja Leppera.
Planowana przez rząd podwyżka stawek akcyzy na olej opałowy ma w intencji projektodawców zapobiec wykorzystywaniu olejów grzewczych do celów trakcyjnych. Innymi słowy — ukrócić szarą strefę. Z argumentem tym nie zgadzają się przedstawiciele branży paliwowej i wielu przedsiębiorców.
— Stanowczo przeciwstawiamy się tym podwyżkom, które mają wyłącznie fiskalny charakter. Jeśli rząd rzeczywiście chce walczyć z szarą strefą, to proponujemy inne rozwiązanie. Jest nim stworzenie elektronicznego systemu rejestracji obrotu produktami ropopochodnymi. Dzięki niemu będzie można śledzić ruch olejów i gazu od producenta po użytkownika końcowego — stwierdziła Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych.
Groźba bankructw
Zdaniem przedstawicieli branży paliwowej, podniesienie stawek akcyzy doprowadzi do spadku sprzedaży oleju opałowego, a więc także dochodów państwa. To jednak nie wszystko.
— Wzrost stawek akcyzy oznacza też wzrost kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw. Niektóre z nich mogą nawet zbankrutować, a ustawa nie przewiduje refundacji wydatków dla firm korzystających z olejów grzewczych — alarmuje Bolesław Doliński, prezes Związku Pracodawców Branży Paliw Płynnych i Energetycznych.
Niespodziewany sojusznik
Przedstawiciele branży i przedsiębiorcy szukają sojuszników.
— Jesteśmy przeciwni akcyzie na ciężkie oleje, równaniu cen oleju opałowego i napędowego oraz podwyżce akcyzy na autogaz. W drugim czytania złożymy do ustawy wiele poprawek — stwierdził Janusz Maksymiuk z Samoobrony.
Koalicjant PiS i LPR już wcześniej deklarował swój sprzeciw wobec projektu podwyżek akcyzy. Jednak w lipcu, w pierwszym czytaniu, większość posłów tej partii poparła rządowy projekt. Trudno też będzie przekonać rząd, by zrezygnował z 2,5 mld zł, które rocznie zasilą budżet dzięki tej podwyżce.