Samorozwiązanie Sejmu jest polityczną mrzonką

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-05-04 00:00

Nie było trudno przewidzieć, że żaden z czterech wniosków o skrócenie kadencji Sejmu nie ma szans.

Konstytucja postawiła przed samorozwiązaniem się parlamentu bardzo wysoką poprzeczkę, wymagając większości 2/3 ustawowej liczby posłów, czyli co najmniej 307 głosów. Diagram obok pokazuje, że wysokość ta była całkowicie poza zasięgiem sejmowych skoczków. Każdy z czterech wniosków został przegłosowany odrębnie, ale wyniki okazały się bardzo zbliżone. Szczegółowo przedstawiamy rezultat tego głosowania, w którym za skróceniem kadencji opowiedziało się najwięcej posłów. Fakt, iż trafiło akurat na projekt autorstwa Prawa i Sprawiedliwości, nie ma specjalnego znaczenia. Projekty Platformy Obywatelskiej, Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony były o włos.

Wnoszone one były w różnych terminach i z różną argumentacją, ale cel miały jeden. Zgłaszały je partie znajdujące się w sondażach wyborczych na fali. Zwłaszcza Platforma i Samoobrona wręcz nie mogą się doczekać wyborów — tym bardziej iż łaska elektoratu na pstrym koniu jeździ i wkrótce dla liderów może zacząć się polityczna bessa. Dokładnie odwrotne rozumowanie przeprowadza SLD wraz ze swymi aliantami — chodzi o przetrwanie za wszelką cenę i odbicie się od dna politycznego kryzysu.

Drugi słupek naszego diagramu, obrazujący głosowanie PRZECIW samorozwiązaniu się Sejmu, pokazuje jednocześnie, ilu posłów opowiada się ZA udzieleniem wotum zaufania rządowi Marka Belki. Wygląda to dla premiera bardzo marnie — co tu marzyć o bezwzględnej większości głosów, kiedy daleko do większości zwykłej!

Jeśli jednak przewodniczącemu SLD Krzysztofowi Janikowi uda się namówić któryś z klubów opozycji, aby... nie przyszedł na głosowanie, i pomyślnym zrządzeniem losu Marek Belka w Sejmie wygra, to najprawdopodobniej jego gabinet przetrwa nie rok (jak to zakłada sam premier), ale trochę dłużej. Wtedy zająłby się również przygotowaniem projektu budżetu 2006. Pamiętajmy bowiem, że skrócenie kadencji choćby o trzy miesiące i przeniesienie w roku 2005 wyborów z 25 września na czerwiec także wymaga 307 poselskich głosów! Po piątkowych głosowaniach wydaje się to nieosiągalne.