Pod koniec 2010 r. Jacek Rostowski, minister finansów, zamartwiał się o kondycję jednostek samorządu terytorialnego (JST), które — jego zdaniem — nadmiernie się zadłużały. W 2011 r. w jego resorcie pojawił się pomysł, by wprowadzić dodatkowe ograniczenia ich deficytu. Na skutek silnego lobbingu korporacji samorządowych w ubiegłym roku definitywnie upadł. I dobrze, bo jak się okazuje, deficyt sektora samorządowego bez dodatkowego rządowego bata skurczył się w błyskawicznym tempie. O ile w 2011 r. przekraczał 10 mld zł, w ubiegłym sięgnął zaledwie 2,7 mld zł. Błysnęły powiaty (które są zresztą uznawane za najsłabsze ekonomicznie ogniwo samorządu), które zanotowały 52 mln zł nadwyżki.

Powtórki nie będzie
Co ciekawe, samorządy wcześniej zakładały, że dziura w ich budżetach sięgnie 11,44 mld zł. Skąd taka różnica?
— Okazało się, że bez pomocy ministra finansów sektor samorządowy potrafi się wyregulować. Lokalne władze doszły do wniosku, że dalej nie mogą się zadłużać. Ten rok to ostatnia szansa, by podreperować kondycję budżetów przed wprowadzeniem nowego wskaźnika limitującego dług JST, co będzie mieć kluczowe znaczenie przy zdobywaniu pieniędzy na wkład własny w nowej perspektywie finansowej UE — uważa Dariusz Giza, ekspert ds. finansów samorządowych.
Owa samoregulacja oznacza przede wszystkim ograniczenie wydatków ze strony samorządów. Konkretnie o 1,7 mld zł w 2012 w porównaniu z 2011 r. Niby niedużo, bo w ubiegłym roku JST po stronie wydatkowej bilansu miały 179,9 mld zł. Trzeba jednak pamiętać, że lokalne władze regularnie narzekają,że politycy zlecają im zadania i nie zabezpieczają ich właściwego finansowania. Stąd presja na wzrost wydatków bieżących. We wczorajszym komunikacie resortu finansów nie podano, ile w 2012 r. pochłonęły wydatki bieżące, a ile majątkowe (czyli przede wszystkim inwestycje). Pewną wskazówką są dane za dziewięć miesięcy 2012 r. Wydatki bieżące rosły rok do roku o 1,3 proc., majątkowe spadły aż o 14,8 proc., do 18,67 mld zł. Nie ma więc mowy o powtórzeniu poziomu inwestycji z 2011 r., kiedy przekroczyły one 41 mld zł.
— Lata 2009-11 były kulminacją wydatkowania pieniędzy z UE. To jest główna przyczyna spadku inwestycji. W tym roku ich poziom będzie jeszcze niższy i być może zobaczymy po raz pierwszy od wielu lat nadwyżkę w budżetach samorządów. Inwestycje powinny zacząć rosnąć, począwszy od 2015 r. — przewiduje dr Michał Bitner z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego opinię potwierdza Marek Miros, burmistrz Gołdapi i wiceprezes Związku Miast Polskich.
— Inwestycje nie będą tak intensywne, bo kończą się pieniądze unijne. To widać po budżecie Gołdapi. W 2012 r. wynosił około 90 mln zł, w tym — 70 mln zł — tłumaczy Marek Miros.
Wyborcza perspektywa
Dariusz Giza podkreśla, że spadek poziomu inwestycji wiąże się także z budżetowymi porządkami.
— Moim zdaniem, z powodu nowego wskaźnika zadłużenia co dziesiąty samorząd nie będzie w stanie uchwalić budżetu. Ten rok jest jeszcze po to, by można było poprawić stronę kosztową. Za rok mamy wybory samorządowe, co utrudni podejmowanie decyzji o racjonalizacji kosztów — podkreśla ekspert. Jego zdaniem, w tym roku deficyt JST będzie na podobnym poziomie.
— Do inwestycyjnej hossy samorządowej szybko nie wrócimy. Na pewno nie za rok, nie za dwa — podsumowuje Dariusz Giza.