Samorządy ciągną w dół PKB

Spadek inwestycji w regionach odbija się na całej gospodarce. Przyszły rok zapowiada się tylko nieco lepiej, nawet jeśli ruszy unijne finansowanie

Nikt już nie zadaje sobie pytania, czy inwestycje w III kw. spadły, tylko jak głęboko. Zaledwie 2,5-procentowa dynamika wzrostu PKB to sygnał, że nakłady na środki trwałe znów pikują. „PB” przyjrzał się kondycji samorządowych budżetów i skłonności do inwestowania. Po trzech kwartałach władze lokalne mają blisko 19 mld zł nadwyżki. Powodów do radości jednak nie ma, bo górka w kasie to efekt załamania wydatków majątkowych. Od początku roku do końca września ich wartość wyniosła zaledwie 11,4 mld zł, a rok temu o tej porze przekraczała 20 mld zł.

W porównaniu z pierwszym półroczem nakłady inwestycyjne się podwoiły, ale nie ma szans, żeby w tym roku dogoniły średnią z ostatniej dekady w wysokości około 35 mld zł rocznie. Nawet w 2013 r., gdy gospodarka notowała zaledwie 1,4-procentowy wzrost — jeden z najniższych w XXI w. — samorządy dołożyły do niego w inwestycjach aż 35 mld zł.

Inwestycyjna zapaść

Szczegółowe dane o tym, co złożyło się na wzrost PKB w III kw., GUS przedstawi w środę. Bezsporne jest jedno — na gospodarce mocno odbija się brak inwestycji, w tym tych, które realizują władze lokalne. PKO BP szacuje, że w ubiegłym kwartale odjęły od dynamiki PKB aż 0,5-0,7 pkt. proc.

— Jeżeli wykonanie wydatków inwestycyjnych jednostek samorządu terytorialnego do końca tego roku będzie na przeciętnym poziomie z lat 2007-15, to ich inwestycje obniżą się w całym 2016 r. o około 0,8 proc. PKB — prognozują ekonomiści PKO BP, zwracając uwagę, że koniec roku będzie jeszcze gorszy, a w IV kw. inwestycyjna zapaść w regionach pogłębi ujemny wkład do dynamiki wzrostu PKB do około 1 pkt. proc. Chociaż, jak uczy historia ostatnich lat, najwięcej wydatków księgowanych jest właśnie w ostatnich miesiącach roku. Perspektywy na przyszły rok też nie są zbyt kolorowe. Eksperci banku przyjrzeli się prognozom finansowym samorządów. Te zawsze planują wydatki na wyrost, więc skorygowali słowa o fakty z wykonania budżetów. Wnioski? Inwestycje samorządów powinny wzrosnąć w 2017 r., ale tylko nieznacznie — uważają eksperci PKO BP.

Niechęć do inwestowania wynika z oczekiwania na rozkręcenie się finansowania z nowej perspektywy unijnej. Uzależnienie naszej gospodarki od euro z Brukseli jest bardzo silne. Najlepiej widać to w tym roku — stary budżet UE przeszedł już do historii, nowy jest w rozruchu, a gospodarka spowalnia. To martwi rząd.

— Polskie inwestycje, szczególnie publiczne, są nadmiernie zależne od funduszy europejskich — podkreślał w rozmowie z PAP wicepremier Mateusz Morawiecki. Wyjaśnił też, dlaczego władze lokalne nie kwapią się z wydawaniem pieniędzy. — Trzeba wywierać pewną presję na samorządy, które trzymają swoje pieniądze głównie do 2018 r., czyli roku wyborczego — uważa minister finansów i rozwoju. O innych powodach mówią przedstawiciele regionów.

— Nie wiemy, jakie będą ostateczne rozstrzygnięcia rządu nie tylko w gospodarce i podatkach, ale np. w reformie edukacji czy służbie zdrowia. To nie sprzyja wydawaniu. Pieniędzy. Ponadto ciągle wiszą nad nami kontrole CBA, a bez prywatnych wykonawców nie zbudujemy oczyszczalni ścieków czy nowej drogi — mówi samorządowiec chcący zachować anonimowość.

Biznesowy problem

W statystykach widać również, że nakłady na inwestycje ograniczyły także duże firmy — spadek w ciągu trzech kwartałów przekroczył 9 proc. To też ma związek ze słabą aktywnością inwestycyjną państwa, na której mocno wisi biznes.

— Wśród wskazanych przez GUS liderów ograniczania inwestycji prym wiodą branże o wysokiej współzależności od inwestycji samorządowych, unijnych i sektora publicznego — dostawa wody, gospodarowanie ściekami i odpadami, wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę — mówi Marta Petka-Zagajewska, główna ekonomistka Raiffeisen Polbanku.

Z badań NBP wynika, że inwestycje rosną wyłącznie w przedsiębiorstwach zagranicznych, a rodzimy kapitał je tnie. Powodem wstrzymywania wydatków jest, co biznes przyznaje bez ogródek, niepewność. Głównie związana ze zmianami w otoczeniu prawnym firm oraz obawą o to, czy rząd oraz władze lokalne będą realizowały duże projekty inwestycyjne. Na szczęście w krajowych firmach niepewność nieco się zmniejszyła, choć w sektorze publicznym jest najwyższa od 2013 r. Niestety, zaczyna rosnąć wśród zagranicznych przedsiębiorców. © Ⓟ

OKIEM SKARBNIKÓW

Będziemy inwestować na kredyt

MARCIN URBAN, skarbnik Wrocławia

Na 2017 r. planujemy inwestycje wysokości około 650 mln zł. Oznacza to wzrost inwestycji o ponad 30 mln zł w stosunku do roku 2016. Tak naprawdę jednak, biorąc pod uwagę, że na poziomie państwa nie zostały jeszcze uruchomione fundusze unijne, z pieniędzy własnych na inwestycje planujemy przeznaczyć ponad 90 mln zł więcej. Nie jest to łatwe, bo wiąże się ze wzrostem deficytu do 160 mln zł, podczas gdy w 2016 r. planujemy go na 85 mln zł i wydaje się, że uda się ten poziom osiągnąć. Główne wydatki inwestycyjne w 2017 r. to budowa obwodnicy dzielnicy Leśnica (80 mln zł), mniejsze inwestycje drogowe (50 mln zł), przebudowa szkół związana z reformą oświaty (70 mln zł), rewitalizacja kamienic (37 mln zł) oraz podłączanie użytkowników pieców tradycyjnych do miejskiej sieci ciepłowniczej (11 mln zł).

Bez dotacji unijnych zrezygnujemy

MAGDALENA FLISYKOWSKA-KACPROWICZ, skarbniczka Torunia

Wstosunku do 2016 r. planujemy zwiększenie inwestycji z 206 do 280 mln zł. Nie jest to najwyższy poziom w ostatnich latach. Były lata, gdy na inwestycje wydawaliśmy około 400 mln zł. Mamy kilkanaście projektów, które chcemy realizować z wykorzystaniem pieniędzy unijnych, ale nie mamy pewności, że je dostaniemy. Z tego powodu wiele inwestycji planujemy dopiero na drugą połowę roku. Oczywiście są przedsięwzięcia, które będziemy realizować niezależnie od dotacji unijnych, tak jak np. kolejny etap przebudowy ul. Łódzkiej. Podpisaliśmy już umowę z wykonawcą. Są jednak projekty, z których będziemy musieli zrezygnować, jeśli nie pozyskamy pieniędzy zewnętrznych. Chodzi np. o inną trasę wylotową z miasta — ul. Olsztyńską. Planowany koszt tej inwestycji to 114 mln zł. Samodzielnie możemy wyłożyć 15, 20 może 30 proc., ale nie 100 mln zł.

Dzięki kredytowi z EBI wydamy dużo

MARIUSZ KONOPKA, skarbnik Bytomia

Planowany na 2017 r. poziom wydatków majątkowych, czyli inwestycji, zakupów inwestycyjnych i objęcia akcji, wynosi 112 mln zł. Generalnie jest to dość wysoki poziom inwestycji, bo na 2016 r. plan zakłada 61 mln zł. Po 2013 r. przeznaczaliśmy zazwyczaj na ten cel 40-60 mln zł, a wcześniej — gdy korzystaliśmy z dotacji unijnych — 120-130 mln zł. To, że możemy planować tak wysokie inwestycje, wynika z kredytu uzyskanego w EBI. W 2017 r. chcemy z niego wykorzystać 65 mln zł. Mamy otrzymać znaczne kwoty na rewitalizację w ramach programu obejmującego Bytom, Wałbrzych i Łódź i choć ich jeszcze nie otrzymaliśmy, musimy pewne projekty rozpocząć. W 2017 r. będziemy wydawać głównie na drogi (37 mln zł), w tym trasę Północ-Południe, kompleks sportowy (22 mln zł) oraz budownictwo socjalne i komunalne (17 mln zł). Kilkanaście milionów złotych pochłonie też przygotowanie strefy aktywności gospodarczej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Samorządy ciągną w dół PKB