Sanacyjna fala i góra gotówki

  • Emil Szweda
20-03-2016, 22:00

Deweloperzy i windykatorzy informują o rekordowych poziomach gotówki przy — rzadziej — spadającym zadłużeniu oraz sporych apetytach na kolejne inwestycje. Ostrożny optymizm byłby jednak lepszy.

Nikt bowiem nie wie, jaka jest grubość lodu, po którym przedsiębiorstwa stąpają coraz pewniej. Dawne wierzytelności pozwala spłacić koniunktura na rynku pracy, mieszkania sprzedają się zaś w znacznej części na wynajem, czemu sprzyja wysoka — względem lokat — rentowność tego rodzaju inwestycji. Gdzieś jednak pojawi się punkt, w którym inwestorzy odbiorą klucze, wniosą meble i wrzucą oferty najmu na rynek. O ile rekordy sprzedaży mieszkań notowane są od dwóch lat, to 2016 r. będzie prawdopodobnie rekordowym pod względem przekazań mieszkań nabywcom. Efektem zwiększonej podaży na rynku najmu może być spadek stóp zwrotu, a konsekwencją mniejszy popyt na kolejne mieszkania, co jest ryzykiem dla tych deweloperów, którzy najmocniej stawiają na utrzymanie koniunktury, rozbudowując banki ziemi. Z drugiej strony, kto w okresie znakomitej koniunktury podejmowałby decyzje o ograniczeniu biznesu w imię wyimaginowanych zagrożeń?

Nie jest to na pewno problem na dziś, choć przydałaby się emisja obligacji mieszkaniowego dewelopera w rodzaju Robyga, Dom Development czy Murapolu, by przekonaćsię, jak obecnie oceniają perspektywy biznesu inwestorzy. Jednak zapasy zgromadzonej gotówki zdają się przewyższać potrzeby finansowe największych deweloperów.

Zjawiskiem ostatnich dni jest składanie wniosków

o otworzenie postępowania sanacyjnego, na co pozwala obowiązujące od 1 stycznia prawo restrukturyzacyjne. W tym tygodniu wnioski złożyły trzy spółki — Nanotel, Topmedical (dawne Powszechne Towarzystwo Inwestycyjne) i Kerdos. Wcześniej z podobnej ścieżki skorzystały Dayli i Hawe, przy czym w przypadku Hawe wierzyciel wycofał wniosek o ogłoszenie upadłości, co może być wyrazem zaufania wobec możliwości nowego prawa. Pojawia się jednak pytanie, na ile sanacja jest realną możliwością, a na ile wyrachowaną próbą wydłużania agonii firm i przy okazji budowania złudzeń. Skoro jednak wnioski zostały złożone, a muszą zawierać uprawdopodobnioną możliwość realizacji postępowania sanacyjnego, na tym etapie za wcześnie jeszcze, by wygłaszać kategoryczne tezy.

Na rynku pierwotnym nieoczekiwany ruch wykonał PCC Rokita, wygaszając ważność prospektu, na podstawie którego mógłby emitować obligacje jeszcze przez trzy miesiące. A za pasem wypłata 100 proc. zysku z 2015 r. w postaci dywidendy oraz wykup kwietniowej serii. Nie wydaje się, by Rokita chciał się rozstać ze sprawdzonym źródłem finansowania, zatem jedynym logicznym wytłumaczeniem jest zamiar złożenia kolejnego prospektu. Tymczasem nieoczekiwanie wydłuża się proces plasowania kolejnej emisji Ghelamco. Zapisy można składać do 29 marca (tak jak zapowiadano wcześniej), ale ponieważ pierwszą emisję deweloper uplasował w jeden dzień, można było oczekiwać, że z drugą pójdzie mu równie łatwo. Być może pewnym wytłumaczeniem jest zaangażowanie DM PKO BP w plasowanie trwającej równolegle emisji Kruka i drobne różnice w konstrukcji obu ofert (zapisy na Kruka nie zostaną skrócone, nawet jeśli popyt przekroczy wartość oferty). DM PKO BP odgrywał kluczową rolę w plasowaniu wcześniejszych ofert Ghelamco, jego inwestorzy chcą być może poczekać na zamknięcie emisji Kruka, ewentualną redukcję i być może wówczas powrócą do oferty dewelopera. Taka logika dawałaby sporą szansę na zakup papierów Ghelamco tym razem bez znaczącej redukcji zapisów. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda, Obligacje.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Sanacyjna fala i góra gotówki