Przemyska firma wydzieli działalność operacyjną. Po co? Żeby kulejąca produkcja nie przejadła pieniędzy z emisji.
Akcjonariusze producenta sztucznej skóry (tzw. skaj) zaakceptowali podczas wczorajszego walnego zgromadzenia pomysł sprzedaży przedsiębiorstwa. W praktyce chodzi o przeniesienie działalności operacyjnej do osobnego podmiotu, ale w 100 proc. zależnego od Sanwilu.
Dlaczego sprzedaż, a nie wniesienie majątku aportem?
— Bo tak jest taniej, obowiązują niższe opłaty — wyjaśnia Adam Buchajski, wiceprzewodniczący rady nadzorczej i główny udziałowiec firmy.
I jasno precyzuje cel takiej operacji.
— Chcemy wyeliminować ryzyko, że podstawowa działalność przeje pieniądze zebrane podczas ostatniej emisji akcji — twierdzi Adam Buchajski.
Sanwil zebrał z oferty około 52 mln zł i te pieniądze zostaną w spółce matce. Członek rady zapewnia, że obecnie ryzyka ich przejedzenia nie widzi.
— Ale robimy to tak na wszelki wypadek — mówi.
Liczby są jednak nieubłagane. W drugim kwartale sprzedaż Sanwilu spadła o 22 proc., do 8,87 mln zł, co przyniosło 2,43 mln zł straty. Spółka cierpi na mocnym złotym, który pogorszył sytuację polskich producentów mebli, głównych odbiorców wyrobów Sanwilu.
Pieniądze z emisji miały pójść na przejęcia, ale od miesięcy leżą na lokatach. Akwizycja hiszpańskiego Rosicha jest przesuwana. Ostatnia wersja mówi o kupnie tylko części przedsiębiorstwa.
— Te projekty trwają długo, ale są aktualne. Formalnie można zmienić cele emisji albo zwrócić pieniądze akcjonariuszom w formie dywidendy lub buy backu, lecz nie rozważamy takiego rozwiązania —twierdzi Adam Buchajski.